Wednesday, 2 July 2014

Umarł król, niech żyje król - może nie król, ale...

Był ze mną bardzo długo - chyba z 5 lat, ale teraz czas na diagnozę i ostateczną decyzję - transplant lub hospicjum. Mój aparacik Sony. Niestety nie łapie ostrości. Znawca - amator powiedział, że to optyka padła, może się da wymienić, ale to zapewne kosztowne. Nie ma teraz czasu na sprawdzanie w serwisie, więc zakupiłam nowy, a staruszka się zbada w Polsce i zobaczymy.

Zanim to się stało, w sobotę wylazłam z jednym z kolegów - hikerów na Puchong Hill. To taka niewielka górka, ze szlakiem zrobionym w formie pętli. Robi się taką pętlę w godzine do półtorej. Są tacy, co jednego poranka oblatują ją 3-4 razy. My oblecieliśmy tylko raz. I tam właśnie ostatecznie podjęłam decyzje, że trzeba nowego aparatu. Te zdjęcia jeszcze ze staruszka.


Wieczorem przyjechał Witek z Kingą. Znakomity pretekst na niedzielę w "hop on - hop off busie", przypominając sobie najważniejsze miejsca. No i próby z nowym aparatem. Kwiatki w Ogrodzie Orchidei wyszły całkiem dobrze, dalekie plany też się udają.





No comments:

Post a Comment