W planie wizyta u caodeistów, w największej ich świątyni, oraz tunele Cu Chi - relikt wojny z USA. Po szosach w okolicach HCMC jeździ się wolno. Autokar, mimo braku korków, poruszał się statecznie, rzadko przekraczając 60 km/h (tak samo było podczas następnej wycieczki, widać reguła).
Mimo żółwiego tempa okazało sie, że jesteśmy na miejscu przed czasem - Caodaiści mają cermonię modlitewną o 12.00, i to jest kluczowy punkt programu. Nasz przewodnik, Benh, zarządził więc lunch najpierw a zwiedzanie potem. Trochę było nerwowo, bo o mało co bysmy sie na tę ceremonię spóźnili. Na szczęście sie udało. Zainteresowanych caodeizmem odsyłam do źródeł, bo niestety nasz Benh nie umiał nic rozsądnego o nich opowiedzieć, poza tym, że są i dostają kasę od wyznawców rozsianych po świecie.
Porobiliśmy zdjęcia, Basior wdrapał sie tam, gdzie teoretycznie nie wolno (na wieżę), ale niestety bez aparatu, i koniec, do autokaru i czas na poważne tematy.
zdjecia
No comments:
Post a Comment