Saturday, 26 July 2014

Jedziemy do Battambangu

O 14.45 autobus do Phnom Penh, a potem nocny do tegoż Bilabonga (Battambangu). Ale nic z tych rzeczy, autobus się zepsuł. W zamian minibus o 16 z kupą białasów na pokładzie. Ale zadziałał. Na miejscu okazało się, że na prawdziwie nocny autobus nie ma biletów, więc jedziemy takim o 20.30, ladowanie ok 2 w nocy. Panienka w biurze podróży pomogła zarezerwować pokój, żeby po nocach nie szukać. Kolacyjka przy nocnym targu przed ofjazdem okazała się nie do końca trafiona. Wołowina z ... czerwonymi mrówkami nie jest naszym faworytem.

Autobus, mimo pory, odbył swoją zwyczajową przerwę na posiłek. Nie ma problemu, o 1 w nocy też można zjeść rosołek z kluskami. Potejeszcze godzinka z hakiem i... autobus staje i ktoś woła że to Battambang. Pytamy, czy będzie jeszcze jakiś iny przystanek w centrum, ale nie. Wysiadamy więc w środku niczego. Chwilę zajęło nam negocjowanie ceny podwózki motocyklem do hotelu, ustaliłyśmy 2 dolary i jedziemy, kierowca, my dwie i dwa plecaki. Motor jeden. Uffff. Było troszkę dalej, niż myślałyśmy, ale dotarłyśmy naa miejsce bez szwanku. Recepcjonista otworzył kratę, wpuścił nas do środka i za 5 dolarów dostałyśmy pokoik z dwoma łóżkami, łazienką i widokiem na dachy Battambangu.  jeszcze raz się udało.

No comments:

Post a Comment