Friday, 25 July 2014

Kambodżańska wieś

Tak sobie chyba wyobrażamy biedne okolice azjatyckie: malutkie chatki, błoto, pola ryżowe i pojedyncze palmy. Oni tu żyją za kwoty dla nas niewyobrażalnie niskie, ale nie wydają się mieć o to pretensje do świata. Trudno coś wywnioskować, bo nie da się dogadać. Co prawda tu, w Kampocie, spotkałyśmy chyba więcej ludzi mówiących po angielsku niż w Phnom Penh.
Gdzie pieprz rośnie
Ostatni dzień w Kampocie to emerycka wycieczka na górę Bokor. Tam resztki francuskiego resortu - fajne gmaszysko, piękne widoki, szkoda, że zmarnowane. Teraz Kambodżanie wywalili nowy resort, nie wiem,  czy działa, ale jest okazałe. Jest też kościół katolicki z lat dwudziestych. Wygląda jakby miał z 500 lat. Po lunchu na skałkach przy wodospadzie niestety lunęło. Musiałyśmy naciskać na zajechanie mimo to do Pagody. Potem już tylko na dół po bagaże i autobus w dalszą drogę.


No comments:

Post a Comment