Wednesday, 16 July 2014

Sajgon, dzień pierwszy

Hi Chi Minh City (HCMC) to niesamowite miasto. Niby podobne, ale jednak inne niż wszystkie.

Ale od początku. W Malezji 15 lipca jest święto Księgi (Nurul Quran), dzień wolny, wtorek, koniecznie trzeba wziąć wolne na poniedziałek i frrrru gdzieś coś zobaczyć. Miał być Bangkok, ale tam teraz niefajnie na ulicach, coś w rodzaju stanu wojennego, nie ma co, trzeba poczekać, aż sie dogadają i wtedy do Tajlandii na parę tygodni. A teraz coś innego. padło na Vietnam, a tam - Ho Chi Minh City (czyli Sajgon). Jak powiedziałam, tak zrobiłam. Basia postanowiła sie podłączyć, więć spotkałyśmy się na miejscu w sobotę rano. Basia dotarła poprzedniego dnia wieczorem, podała parę rad, jak się z lotniska wydostać, i dobrze - bo poszło sprawniej. Autobusem 152 około 40 minut do centrum HCMC. Potem rozglądam się z obłędem w oczach. Podchodzi gościu i pyta czego szukam, to mu mówię. Pokazuje na swój motor i mówi "one dolar". Chwilę myślę, a potem ... wsiadam. Zawsze chciałam spróbować. Jechaliśmy może 5 minut, trochę było zamieszania z trafianiem (hostel był w zaułku, dojeżdzało się takim wąziutkim chodniczkiem na jedną osobę). Przeżycie nie do zapomnienia....
 

Hostelik milutki, dostałyśmy "upgrade" do lepszego standardu - większy pokój i łazienką i z klimą, nie wiatrakiem. Suuuper. Lokalizacja w samym centrum tygla backpakerskiego, wśród tysiąca innych hosteli i miliona biur podróży oraz niezliczonej liczby miejsc, gdzie można coś zjeść i/lub wypić. Zaraz po zaokrętowaniu sie w Saigon Inn wyruszyłyśmy na podbój miasta. W planie spacer według Lonely Planet. Wszystko było dobrze do momentu, kiedy zaczęło padać. Wtedy szybko trzeba było znaleźć muzeum, żeby się schować nie tracąc czasu. Wpadłyśmy więc do Indepencence Palace, nie wiadomo dlaczego w przewodniku nazywanego Reunification. Bardzo ciekawa budowla, nie wiedzieć czemu przywodziła mi na myśl budynek ambasady Francji w Warszawie. Podobieństwo żadne, ale coś w tym musi być.

Bardzo trudno sie operuje pieniędzmi liczonymi w milionach. Coś, co kosztuje 50 tysięcy wydaje sie być drogie. A to tylko troszkę ponad 2 dolary - wystarcza na niezły posiłek, nie tylko na ulicy ale i w knajpie. Późniejsze doświadczenia były jeszcze ciekawsze - można pojechać na wycieczkę (7h) autokarem z przewodnikiem za 7 dolarów (jedzenie i bilety wstepu we własnym zakresie, ale autokar i przewodnik....) a inną to nawet z jedzeniem i wożeniem łódką w cenie. To bardzo przyjemne dla kieszeni, aczkolwiek daje do myślenia.
zdjęcia

No comments:

Post a Comment