Thursday, 31 July 2014

Dzień lenia

Wstalyśmy stosunkowo wcześnie, bo już ok. 8. Spokojne śniadanko, czytanko, trochę czasu przy kompie bo ze zdjęciami trzeba coś zrobić. Na dziś w planie objazd Siem Reap w celu zagospodarowania praktycznie nadmiarowego dnia w tym kurorcie. No bo tak szczerze, to dwa dni na te stare kamyki to dla nas, wybitnych pasjonatek archeologii w zupełności wystarczą. Warsztaty rzemiosła - produkcja pamiątek - reklamowana jako bardzo ciekawa okazała się taka sobie, a może to nasz przewodnik nie był najlepszy (darmowy, więc trudno wymagać).

Zrobiło się południe, czas na małe co nieco. Usiadłyśmy więc w pierwszej napotkanej knajpce, zachęcone deklaracją, że nie stosują oni mieska ze szczurów, kotów i innych takich. Podano całkiem fajne zupy rybne - to nasz dość częsty wybór, bo tutaj to nieźle robią, a mimowolnie też szukamy równie pysznej jak ta z pierwszego wieczora w Phnom Penh.

Po lunchu kilka świątyń, ale tylko z wierzchu, a jedna, ta najbliższa naszego hotelu trochę dokładniej - odbudowana po problemach okresu Pol Pota, zawiera sporo odniesień do tego okresu, w tym malowaną historię jednego, któremu się udało przeżyć więzienie i tortury. Każda pewnie rodzina tu ma jakieś zadry z tego czasu.

Wieczorem trochę kultury. Tańce Khmerskie. Kierownik naszego hotelu, zapytany o radę podsunął propozycję lokalu, 12$ za pokaz i kolację. To niewiarygodnie konkurencyjna cena (połowa tego, co znalazłam w przewodniku i necie). Sknerusy więc zdecydowały iść na taniość. Okazało się to rewelacją. Genialne jedzenie - bufet z chyba setką dań, zorganizowany na poziomie luksusowego bankietu, pycha i obfitość. Szkoda, że się nie da zjeść na zapas (to znaczy nie za wiele na ten zapas i to ryzykujac bezsenną noc). A po tym wielkim żarciu uczta dla oka i ucha - pokaz pięciu khmerskich tańców. Ciekawe, ładne i zupełnie przyzwoicie wykonane. Brawa dla wykonawców i napiwek dla naszego pana z recepcji za rekomendację.

No comments:

Post a Comment