Bilet kosztuje ... 20$. To tutaj strasznie dużo kasy. Autobusem dojedzie się za 6 dwa razy szybciej. No ale podobno to najlepsza tego typu okazja w Kambodży. Płyniemy. Łódź zgodna z oczekiwaniami, ławeczki cośkolwiek twardawe. Ale załadował się komplet białasów i jeszcze drugie tyle lokalnych. Ciekawe ile lokalni płacą. Bo na pewno nie 20. Po drodze dosiadali się i wysiadali w locie (to znaczy z i do łódeczek). Wszyscy z torbami, siatami, kartonami. Sceneria po drodze rzeczywiście ciekawa, aczkolwiek trochę to za długa przyjemność.
Rzeka płynie przez wioski, pola wije się, mimo płaskiego krajobrazu, raz jest szeroka, w zakrętach się zwęża. Kilka razy odbijaliśmy się od brzegu do brzegu. Wyraźnie krypa miała kłopoty z głębokimi skrętami. Ale daliśmy radę. Należy również potraktować jako zaliczone oglądanie kilkunastu "pływających wiosek" i nie kupować takiej wycieczki. Swoją drogą to zdumiewające, że ludzie w XXI wieku jeszcza tak żyją.
Widać jaskrawo, że jedyną metodą na efektywne wykorzystanie czasu jest uniezależnienie się od publicznego transportu, a to na odmianę kłóci się z przyjętą formułą backpackerstwa (nie mówiąc o ryzyku podróżowania wynajetym samochodem przez kraj nie znając ni w ząb języka).
zdjęcia
No comments:
Post a Comment