Dramatyczne, ale taki ranking opracował Yahoo! Travel i Penang jest wśród tych dziesięciu. Zaliczone więc. Nie mam porównania, ale Penang jest wspaniałym miejscem, które na prawdę warto zobaczyć. A przynajmniej miasto George Town jest jednym z miast do których chce sie wracać. Ja na pewno wrócę, bo niecałe dwa dni wystarczyły mi tylko na zyskanie ogólnego wrażenia. Trudno porównać do czegokolwiek... W Europie takich miejsc nie ma. Niskie (piętrowe lub dwu) zabudowania, z podcieniami, wiekszość uliczek wąska, ludzie spędzają czas na zewnątrz, wynoszą krzesełka, siedzą, nie spieszą się. Mnóstwo chińskich świątyń, trochę hinduskich i buddyjskich. Całe miasto zdaje sie pachnieć kadzidełkami, wokół świątyń unosi się dym.
Przyjechałam do George Town w piątek wieczorem. Spacerkiem miałam 10 minut do mojej kwatery, naganiacz taksówkowy wymusił na mnie, żebym posłuchała instrukcji jak tam trafić - i warto było. Dostałam precyzyjny opis trasy i koleś nie wmusił mi taksówki. Miejsce gdzie miałam zarezerwowany nocleg okazało się być malutkim hostelem, z pokoikami wydzielonymi chyba dyktą, ale czyściutkimi. No i pozostali mieszkańcy dostosowali się do warunków. Było cicho i spokojnie. Hostelik jest prowadzony przez dwie (może wiecej, ale widziałam dwie) dziewczyny w wieku około 25 lat (ale może mniej). Obie uśmiechnięte i życzliwie zainteresowane ludźmi. Wprawiłam je w absolutne zdumienie, jak wziełam rower, pokazałam im trase, a wieczorem powiedziałam, że wszystko co było zaplanowane to zobaczyłam i jeszcze żyję. Byłam z siebie dumna, ale tak na prawdę to jedynym wyczynem było wytrzymanie upału. Z tego względu nawet musiałam kupić sobie koszulkę z rekawkami, bo ta bez rękawów, w której wyjechałam w trasę niestety umożliwiała dostep słońca do zbyt dużych powierzchni skóry.

Penang jest górzysty, Najwyższy szczyt ma nawet 830m. Na ten szczyt prowadzi kolejka szynowa (funicular). Widoki - rewelacja. Na górze hotel, knajpa, meczet i świątynia hinduska. Następnym razem musze tam wjechać a potem zejść na dół pieszo przez las tropikalny do ogrodu botanicznego (ogród też jest podobno wart zobaczenia).
Ale najfajniejsze wydało mi się łażenie po starym mieście. Atrakcja są oczywiście świątynie (chińskie, hinduskie, buddyjskie), siedziby chińskich klanów, kolonialne w stylu budynki, ale też rysunki na murach i metaloplastyczne "tablice" informacyjne. Trochę szkoda, że w niedzielę lało cały dzień. Łaziłam w deszczu, ale to nie to samo co w słoneczny dzień... No i zdjęcia nie takie fajne. jeszcze jeden argument, żeby wrócić.
Zdjęcia:
https://plus.google.com/u/0/photos/108668600531371879611/albums/5885567119550066721