Friday, 15 November 2013

Co się dzieje jak nic się nie dzieje

Od lipca w Wolfke Palace był ruch i pokoje pozajmowane. Teraz - wyraźnie po sezonie. Pensjonat nawet na opłaty za media w taki sposób nie zarobi!

A propos Wolfke Palace, to mało brakowało, a Państwo Wyrzykowscy by nie dojechali tutaj, bo taksówkarz tak się skoncentrował na nazwie hotelu, że na adres w ogóle nie spojrzał i powiedział że on nie wie gdzie to jest, więc nie jedzie. Na szczęście udało się nakierować go na właściwe tropy.


No cóż, z braku gości trzeba zająć się innymi rzeczami.

Kuala Lumpur zwiedzone, ale zaglądam w znane kąty z nadzieją na odkrycie czegoś ciekawego. W dzielnice mieszkalne się nie zapuszczam, bo tam na prawdę nie ma co robić. Staram się śledzić życie kulturalne, zaliczam więc wszystkie (prawie) kinowe premiery (i nie tylko premiery). Niestety ostatnio nic mnie nie zachwyciło tak, żeby aż o tym pisać.

Daje się odczuć, że tutejsi artyści lubią musical. W ciągu dwóch miesięcy w KLPAC (Kuala Lumpur Performance Arts Centre) wystawiane są trzy lokalne spektakle (to znaczy autorstwa lokalnego w lokalnej obsadzie). Jeden już za mną - The Edge - bardzo fajna muzyka, dobre głosy, średnie aktorstwo i.... bardzo poważny temat z tragicznym zakończeniem. Zupełnie nie musicalowo, ale warto było zobaczyć. Zobaczymy co przyniosą kolejne dwa.

Mój nowy współlokator
Można wyskoczyć na jeden dzień do Melaki. Tak zrobiłam w ostatnią sobotę. Spędziłam fantastyczny czas w tamtejszych antykwariatach i sklepikach z pamiątkami. Zauważyłam też kilka nowych sentencji w mojej/naszej ulubionej kawiarni. I chyba jeszcze tam wrócę.






Sunday, 3 November 2013

Georgetown - jeszcze nie wszystko odkryte

Czwarty raz w Georgetown (to już w sumie ponad 10 dni w tym mieście) przyniósł sporo powtórek, ale też kilka nowych odkryć.
1. Deszcz nie padał - potwierdza się, że sukienka z Uniqlo, mimo że wygodna, jest trefna i należy ja trzymać w domu.
2. Georgetown jest na razie najlepiej zorganizowanym miastem jakie widziałam w Malezji.

3. Park Narodowy na północnym zachodzie wyspy jest fajny i nieźle zorganizowany, warto pójść jak się nie ma innej okazji na dżunglę. A jak się dżunglę widziało to też warto, bo ładnie. Nie trzeba iść na canopy walk - ten jest średni. Za to droga do Turtle Beach - bardzo ładna i ciekawa. Szkoda tylko, że żółwie się już wykluły, podrosły do odpowiedniego rozmiaru i poszły sobie precz.


4. Nadal znajduję "nowe" metaloplastyczne formy komiksowe na ulicach. Ciekawe ile ich jest....


5. Red Garden, takie miejsce na wieczorne jedzenie, jest bezkonkurencyjny. Razem z muzyką na żywo i kelnerami bijącymi sie niemal o klienta (nie ma rewirów).

Jest też kilka zalet, stawiających Georgetown przed innymi miejscami w Malezji:
1. Można się zorientować w funkcjonowaniu autobusów, bywają rozkłady, a przystanki są oznaczone.
2. Można wypożyczyć rower, na którym Tomek nie wybija sobie zębów kolanami. No i tych rowerów jest dużo - czyli jest szansa na wybór.
3. Jest różnorodność - można być w mieście, albo w dżungli, albo na plaży (a tu też można wybrać pomiędzy dziką a łebopodobną).
4. Jest relatywnie czysto (mało śmieci) i sporo domów jest odnowionych. Daleko mu do Singapuru, ale i tak wrażenie jest pozytywne.


 Zdjęcia

Friday, 1 November 2013

Halloween

Każdy pretekst jest dobry, żeby przyciągnąć ludzi do klubów i knajp. Może być Halloween. No to i my sie bawimy. Lokal był taki sobie i nic szczególnego nie przygotowano. Nawet zespół, który przyszedł grać, grał taki sobie zwykły jazzik. Ale najważniejsze jest towarzystwo.