zdjęcia
Wednesday, 23 October 2013
Modne drobiazgi
zdjęcia
Tu nas jeszcze nie było - Langkawi
Następnego dnia rozpoczęliśmy eksplorację wyspy. Około 500km2 to całkiem sporo, w środku górki pod 800m. Ale szosy wzdłuż wybrzeża wydały się możliwe do pokonania na rowerze. I tu okazało się, że to nie jest takie proste, bo dobre rowery nie dają się wypożyczyć. Może być rower bez przerzutki i rozmiarem pasujący dla Malezyjskiego dwunastolatka. No ale nie
było rady. Pierwsze popołudnie spędziliśmy pedałując na takich właśnie rowerkach. Widoki cakiem niczego sobie, szkoda tylko, że po drodze dwukrotnie zmoczył nas deszcz.
Kilkaset metrów od stacji gondoli, około 600 schodków w górę jest wspaniały wodospad zwany 7 Wells. Można się w nim kąpać, woda jest słodka i cudownie chłodna (pewnie ze 25 stopni). Rewelacja. Cały dzień nam tak upłynął na podziwianiu widoków i moczeniu się w wodospadzie.
Potem było jeszcze oglądanie rybek, odwiedzanie różnych plaż, przejażdżka taksóką po wszystkich tych miejscach do których chcieliśmy dotrzeć, ale było za daleko na te słabiutkie rowerki... cała fura miłych wrażeń estetycznych.
zdjęcia
Friday, 11 October 2013
Singapura
Zajechaliśmy w nocy, to znaczy przed 11. Ulica żyła, ludzie jedli, pili, bawili się. My obeszliśmy okolicę i zagłębiliśmy się w planowanie następnych dwóch dni. W efekcie zdecydowaliśmy się na wersję dla leniwych - kupiliśmy dobowe bilety na autobus turystyczny (hop on - hop off). I dobrze, bo po porannym deszczu wyszło słoneczko i był straszliwy upał.
ani ładne, ale cały czas tam się coś buduje lub modernizuje. No i widać na ulicach, że jak trzeba, to sie robi i w piątek w nocy i w niedzielę rano...
Państwo jest malutkie, ale atrakcji turystycznych co niemiara. Jak nie ma eksponatów do muzeum, to sie robi prezentację multimedialna i już jest. W Muzeum Narodowym było pewnie z 5 starych skorup, jeden karabin z II wojny światowej, ze dwa ubranka z epoki... a ekspozyję zwiedzaliśmy ze 3 godziny pomijając niektóre kawałki, bo za długo by słuchać.
Powrót przez groblę Causeway Link do Johor Bahru byl troche jak powrót z Niemiec do Polski za komuny. Po jednej stronie czyściutko i porządek, po drugiej swojski nieład, śmieci, grzybek na tynkach...
zdjęcia
Tuesday, 1 October 2013
Miejsce na emeryturę
Kiplinger (amerykańskie wydawnictwo zajmujące się prognozami biznesowymi i finansowymi) umieścił Georgetown na ósmym miejscu na świecie jako miejsce na spędzenie emerytury. Jeszcze się na emeryturę nie wybieram, ale sprawdzam dokładnie dlaczego Penang się znalazł tak wysoko. Oczywiście są przyczyny ekonomiczne - w Malezji jest tanio i dodatkowo, państwo chętnie przyjmuje cudzoziemców inwestujących w nieruchomości (program Malaysia My Second Home), ale też Georgetown ma szczególny urok.
Pierwszy dzień zaczął sie ulewą. Lało jeszcze w nocy, więc jak rano wyszłyśmy z hotelu na śniadanie (deszcz nie deszcz - jeść trzeba) to ulice wyglądały dość interesująco.
Dzień powtórkowy dla mnie, nowości dla Mamy, ale obie miałyśmy mnóstwo przyjemności w tym zwiedzaniu.
| Przepakowuję rzeczy przed wylotem |
Dwie wieże
Po tych wrażeniach poczłapałyśmy na Jalan Alor, na kolację. Powtarzam kolejny raz, że jedzenie tutaj to prawdziwe dobro narodowe.
| Krab w całej okazałości |
Subscribe to:
Posts (Atom)