
Wreszcie trochę wolnego i to w najlepszym z możliwych towarzystwie - mojego męża. Są z nami również państwo Wyrzykowscy, którzy skorzystali z nieustającego zaproszenia do Wolfke's Guest House, Petaling Jaya. I to oni wybrali Langkawi, dla nas to wspaniały pomysł, bo jeszcze nas tam nie było.

Wylądowaliśmy na wyspie samolotem z KL w poniedziałkowe późne popołudnie. Wyspa powitała nas niezłą pogodą i trochę gorszymi warunkami zakwaterowania. Było nieco zamieszania, na koniec my pozostaliśmy we wcześniej rezerwowanym lokalu, a Krzysztof z Małgosią zdecydowali się na uroczy domek kilkaset metrów dalej (jego podstawową zaletą był taras, na którym można było siedzić sobie w miłym otoczeniu, co niestety nie było możliwe w naszym "resorcie"). Drobne trudności lokalowe nie wpłyneły zbytnio na nasze plany. Wieczór upłynął w miłej atmosferze w towarzystwie kilku sporych krewetek oraz langusty.
Następnego dnia rozpoczęliśmy eksplorację wyspy. Około 500km2 to całkiem sporo, w środku górki pod 800m. Ale szosy wzdłuż wybrzeża wydały się możliwe do pokonania na rowerze. I tu okazało się, że to nie jest takie proste, bo dobre rowery nie dają się wypożyczyć. Może być rower bez przerzutki i rozmiarem pasujący dla Malezyjskiego dwunastolatka. No ale nie
było rady. Pierwsze popołudnie spędziliśmy pedałując na takich właśnie rowerkach. Widoki cakiem niczego sobie, szkoda tylko, że po drodze dwukrotnie zmoczył nas deszcz.


Kolejny dzień, to zupełnie inna historia. Pojechaliśmy na wycieczke do lasów mangrowych. Dotychczas miałam o nich mgliste pojęcie z lekcji geografii i podobno widziałam je na Kubie - ale jakoś mi umknęło. Niesamowite krajobrazy. I te drzewa, wyglądajęce jakby stały po kolana w wodzie.

Chyba najfajniejszy dzień trafił się nam we środę - wypożyczyliśmy znowu rowerki, tym razem udało się znaleźć takie z czymś na kształt przerzutek. Około 20 kilometrów od naszego "domu" była górka (ok 750m), na którą wjeżdza się wyciągiem gondolowym - jak w Alpach, szwajcarskie cacko. A widoki - tropikalne i przecudowne.
Kilkaset metrów od stacji gondoli, około 600 schodków w górę jest wspaniały wodospad zwany 7 Wells. Można się w nim kąpać, woda jest słodka i cudownie chłodna (pewnie ze 25 stopni). Rewelacja. Cały dzień nam tak upłynął na podziwianiu widoków i moczeniu się w wodospadzie.
Potem było jeszcze oglądanie rybek, odwiedzanie różnych plaż, przejażdżka taksóką po wszystkich tych miejscach do których chcieliśmy dotrzeć, ale było za daleko na te słabiutkie rowerki... cała fura miłych wrażeń estetycznych.

Langkawi to fajne miejsce na urlop. Nawet w październiku, który okazał sie być tam jednym z najbardziej deszczowych miesięcy. Trochę nas zmoczyło i być może w bardziej suchym czasie byłoby fajniej, ale wtedy również tłoczniej. No i piwo kosztuje 4 PLN w knajpie, co nie jest bez znaczenia. Refleksja i zadanie na przyszłość - opanować jazdę na skuterku. To jest tutaj najlepszy środek transportu.
zdjęcia
No comments:
Post a Comment