Friday, 11 October 2013

Singapura

Jak już się jest w okolicy, to grzech nie zobaczyć. Jedno z najbogatszych państw świata - i to widać na każdym kroku. Jest czysto, porządnie, ładnie, i... raczej drogo. Na pierwszy rzut oka ceny są liczbowo takie same jak w Malezji, tylko waluta troszkę inna.

Zajechaliśmy w nocy, to znaczy przed 11. Ulica żyła, ludzie jedli, pili, bawili się. My obeszliśmy okolicę i zagłębiliśmy się w planowanie następnych dwóch dni. W efekcie zdecydowaliśmy się na wersję dla leniwych - kupiliśmy dobowe bilety na autobus turystyczny (hop on - hop off). I dobrze, bo po porannym deszczu wyszło słoneczko i był straszliwy upał.

Nie ma co przepisywać przewodnika. Ogród botaniczny jest kapitalny. Pomnik Szopena w nim stoi. Ładny, w bardzo efektownym miejscu, w darze od Polski. W mieście mnóstwo kapitalnych wieżowców - bardzo różne w stylu, ale większość na prawdę piekna. Miasto ma kasę, to i najlepsi architekci projektują, a potem jest to szybko i dokładnie budowane. Dla turysty to nie jest wygodne




ani ładne, ale cały czas tam się coś buduje lub modernizuje. No i widać na ulicach, że jak trzeba, to sie robi i w piątek w nocy i w niedzielę rano...

Państwo jest malutkie, ale atrakcji turystycznych co niemiara. Jak nie ma eksponatów do muzeum, to sie robi prezentację multimedialna i już jest. W Muzeum Narodowym było pewnie z 5 starych skorup, jeden karabin z II wojny światowej, ze dwa ubranka z epoki... a ekspozyję zwiedzaliśmy ze 3 godziny pomijając niektóre kawałki, bo za długo by słuchać.

Powrót przez groblę Causeway Link do Johor Bahru byl troche jak powrót z Niemiec do Polski za komuny. Po jednej stronie czyściutko i porządek, po drugiej swojski nieład, śmieci, grzybek na tynkach...

zdjęcia

1 comment: