Zajechaliśmy w nocy, to znaczy przed 11. Ulica żyła, ludzie jedli, pili, bawili się. My obeszliśmy okolicę i zagłębiliśmy się w planowanie następnych dwóch dni. W efekcie zdecydowaliśmy się na wersję dla leniwych - kupiliśmy dobowe bilety na autobus turystyczny (hop on - hop off). I dobrze, bo po porannym deszczu wyszło słoneczko i był straszliwy upał.
ani ładne, ale cały czas tam się coś buduje lub modernizuje. No i widać na ulicach, że jak trzeba, to sie robi i w piątek w nocy i w niedzielę rano...
Państwo jest malutkie, ale atrakcji turystycznych co niemiara. Jak nie ma eksponatów do muzeum, to sie robi prezentację multimedialna i już jest. W Muzeum Narodowym było pewnie z 5 starych skorup, jeden karabin z II wojny światowej, ze dwa ubranka z epoki... a ekspozyję zwiedzaliśmy ze 3 godziny pomijając niektóre kawałki, bo za długo by słuchać.
Powrót przez groblę Causeway Link do Johor Bahru byl troche jak powrót z Niemiec do Polski za komuny. Po jednej stronie czyściutko i porządek, po drugiej swojski nieład, śmieci, grzybek na tynkach...
zdjęcia
a u nas nudy; grzyby,grzyby , grzyby bez końca...
ReplyDelete