Kalendarz zamykania obiektu pod nazwą Wolfke Guest House
16 lipca - pożegnanie z ekipą projektową. Nie byłam tam już kilka tygodni - pracowałam z biura, ale warto pomachać łapką osobiście tym ludziom, z którymi pewnie się już w życiu nie zobaczę.
17 lipca - jest kwit z urzędu skarbowego, znaczy wypłacą mi ostatnią pensję i jeszcze zwrot podatku będzie. Uff. Potem jeszcze razem z Sudą załatwiłyśmy przepisanie telewizji i internetu na nią. Znów sukces. Wieczorem ostatnie (w życiu?) spotkanie z Brickladies. Miło. Sudha też poszła, została przyjęta, więc jak jej się sdoba, to ma towarzystwo.
18 lipca - pożegnanie z pracą. Oczywiście ostatniego dnia pojawiła się fura spraw do załatwienia, ale o 16.30 byłam już na urlopie. Całe popołudnie próbowałam się spakować, ale szło jak po grudzie. W jednym się upewniłam - w jedną walizkę będzie ciężko się spakować. Cóż, po powrocie z wakacji stoczę walkę z materią i zobaczymy ile da się upchnąć. Wieczorem kolacja ze znajomymi w tajskiej knajpie, bez Basiora, bo ona się wykończyła na Bukit Batur. Ale i tak dzielnie tam wlazła. Dziewczyny obiecały urządzić pożegnalną imprezkę 15 sierpnia. Mam nadzieję że się uda.
19 lipca - wielkie sprzątanie i pakowanie. Powtarzam - człowiek ma za dużo rzeczy. I gromadzi te przydasie, które się do niczego nie przydają... ale udało się, jak Marie przyszła odbierać klucze, to już kończyłyśmy sprzątać lodówkę, reszta była ok. Na szczęście cały depozyt oddali od razu w cashu. Znowu lepiej niż niektórzy ostrzegali. Juz o 16.30 byłyśmy zaokrętowane u Sudhy, na 13 piętrze tego samego domu. Czas więc na shopping - spodenki w miejsce podartych na Taburze Basinych, no i ubranko na nowy tablet. To drugie okazało się dość skomplikowane, ale podołałyśmy. W 1U jest wszystko.
20 lipca - udało się po krótkiej walce uruchomić piekarnik i upiec ciasteczka z płatków owsianych, które nam zostały. Dobre! Potem szybki basen i na lotnisko. Wakacje, i to jakie! Cztery tygodnie (prawie).
No comments:
Post a Comment