Po śniadaniu ruszyłyśmy w trasę, dziś duże koło, tuktukiem. Przepiekne widoki, wspaniała pogoda - chłodek, bo bez słońca. Uciążliwe jest tylko ciągle oganianie się od sprzedawców przewodników, albumów ze zdjęciami, spodni w słonie, jedwabnych i bawełnianych szali, a nade wszystko dzieci wciskających ci badziewie jecząc "trifołandola"
Dzień zwiedzawczy zakończyłyśmy dość wcześnie, potem drzemka i lenistwo, a kolacja w mieście. Amok to kambodżańska potrawa narodowa, to mięso lub ryba z mnóstwem przypraw, jakimiś warzywami i mlekiem kokosowym w dużej ilości. Pycha. Dziś amok rybny podany został w skorupie świeżego kokosa. Rewelacja.
No comments:
Post a Comment