Trochę się zapóźniłam, za dużo atrakcji na koniec. Ale próbuję nadrabiać. Trzeci dzień w Sajgonie to muzeum War Remnants. Wojna wietnamska z tej perspektywy to coś wstrząsającego. I na dodatek Agent Orange, do dziś rodzą się dzieci zdeformowane przez to paskudztwo. A jak Amerykanie to wszystko, cały ten sprzęt do dżungli poprzywlekali, to trudno uwierzyć. I nie dziwne, że na koniec im kasy zabrakło i podwinęli ogony i uciekli.
Ho Chi Minh City na pewno jest jednym z najbardziej ruchliwych miast w jakich byłam.
Zdjęcia dopiero jak się komp lepszy trafi...
zdjęcia
No comments:
Post a Comment