Poranek przyniósł zaskoczenie w postaci warunków podawania śniadanka w naszym hotelu. Wskazano nam rooftop bar na szóśtym piętrze. Idziemy, i to co widzimy zwaliło nas z nóg. Niewykończona przestrzeń, w środku kałuży stoi stolik (jeden), nakryty do śniadania. Nie do opisania.
Po śniadaniu, które było normalne - tosty, jajka, dżem i banany - ruszamy w miasto, tym razem juz wypożyczając rowery. Objechałyśmy wszystko, co mozna było bez kupowania biletu w trzy godziny. Mandalay Hill wart wdrapania sie na te wszystkie schody, no ale trzeba coś dalej. Stoczyłysmy bój w celu znalezienia taksówki za rozsądną cenę do Pyin U Lwin. Udało się. Pyuin U Lwin to stacja górska, pozostałość po brytyjczykach. Przyjemna temperatura, wpaniały ogród botaniczny, bardzo miłe popołudnia.
A potem już tylko kolejny autobus - do Baganu. Ten niestety nie VIP, ale damy radę.
zdjęcia
No comments:
Post a Comment