1. Putrajaya to bardzo porządne miasto, dobrze zorganizowane i z dobrą komunikacją (mimo, że nie chińskie). Tylko prawdziwego życia w nim brakuje, pewnie dlatego starają się takie imprezy tam robić.
2. Ludzie tutaj mają w głębokim poważaniu punktualność. Umówiłam sie z Clintonem na 12. Przyszedł 5 po, ale chociaż sms'a przysłał. Zapomniał komórki i wracał do domu. Usprawiedliwiony. Ale dwoje jego znajomych już przesadziło. Pojawili się po interwencji Clintona dopiero o 12.40 - chcieli wcześniej zjeść lunch. No cholera! A to, że ja tam czekam jak ten pajac na przystanku to pikuś. Nawet niespecjalnie wyrazili skruchę. To samo jest w pracy - pojawienie się z kilkuminutowym opóźnieniem nie powoduje nawet prostego przepraszam. To normalka. Nie powiem, przeszkadza mi to.
4. A poprzedniego dnia wkurzyła mnie malezyjska kablówka. Przerwali transmisję z meczu Djokowica z Raonicem przy stanie... 6-7, 7-6, 5-3. Wszystko po to, żeby puścić długaśny blok reklamowy, a potem ... mecz piłki nożnej (to chyba był jakiś ważny finał ligi czy pucharu Anglii, ale i tak uważam, że to skandal, zwłaszcza, że zabrakło jednego gema).
Wydaje mi się po przeczytaniu tej opowieści , że pora WRACAĆ!!! całuję. Małgosia
ReplyDelete