Friday, 16 May 2014

Brunei

Pomnik czajnika. Brunei wita nas herbatą
Jedno z najbogatszych państw świata, monarchia absolutna, za chwilę przyjmie prawo szariatu, nie ma alkoholu, rozrywek (kina i teatry umierają - ludzie mają kina domowe). Ok. poł miliona obywateli żyje sobie w dostatku, mając darmową służbę zdrowia i edukację, i nieustanny, dosłowny dopływ gotówki w postaci ropy. Na razie się nie kończy. A jak sie skończy to jeszcze mozna wyciąć dżunglę i posadzić palmy olejowe. Różnicę w zamożności w stosunku do Malezji widać od razu po przekroczeniu granicy. Najnowsze fury, bogate domy, wszystko uładzone, czysto.... Ale fury, zatankowane w Brunei (35 centów za litr) jadą po zakupy do Miri (Malezja). Grosz do grosza...





Kilka refleksji:

  • Wydobycie ropy wbrew pozorom nie śmierdzi i nie powoduje hałasu
  • Można spokojnie wypoczywać na plaży z białym piaseczkiem 500 metrów od gazociągu prowadzącego do miejsca, gdzie gaz jest ładowany na tankowce (kilkaset metrów w morzu)
  • Oficjalne podarki od gości trzeba pokazać światu, do tego buduje się dwupiętrowy budynek muzeum i zatrudnia dziesiątki "pilnowaczy 
  • Najważniejszy meczet oglądaliśmy w świetle zachodzącego słońca i przy śpiewie muezina, zwołującego wiernych na wieczorne modły - to robi wrażenie
  • 6* hotel, w którym prawie nikt nie mieszka to raczej porażka, ale imponująca

Jakby kto planował wyprawę na Borneo, to Brunei można spokojnie odpuścić. Nuda. Za to ociekająca kasą.

zdjęcia

No comments:

Post a Comment