Thursday, 15 May 2014

Miasta Borneo

W malezyjskiej części Borneo jest kilka sporych miast. Nam udało się zajrzeć na chwilę do trzech.

Sandakan

Wylądowalismy w Sandakanie z dwugodzinnym opóźnieniem, bo zmienialiśmy samolot przed odlotem z KL. Ale udało się. Przez to juz wieczorem nic nie zobaczyliśmy poza sklepem całodobowym, w którym kupiłam klej UHU, żeby nosek w okularach przykleić. Był. I działał. Hotel z tych, co to jedną noc spokojnie mozna, ale więcej to juz niechętnie, pomimo, że nie ma się czego czepnąć. Tylko powietrza mało.

Sandakan (aglomeracja) ma ok 400 000 mieszkańców, ale ciężko w to uwierzyć. Centrum jest kompaktowe, zaliczyliśmy wszystkie ważniejsze punkty pieszo w 3 godziny. Bardzo pięknie prezentuje się dom pisarki, Agnes Keith, z lat 20-30, potem zniszczony i odbudowany po wojnie w tym samym stylu i z drewna. Jest to jeden z unikalnych kolonialnych zabytków drewnianych. No i trzeba będzie z jedną jej książkę przeczytać...

Inne rzeczy warte odnotowanie to cmentarz chiński, kościół anglikański (granitowy, wygląda jak teleportowany z angielskiego wrzosowiska) i deptak nadmorski z bazą wojskową, setką knajpek i centrum handlowym.


Kota Kinabalu

To stolica i najbardziej znane miasto Sabahu, a może i całego malezyjskiego Borneo. Jest to baza wypadowa dla tych, co się wdrapują na Kinabalu, najwyższą górę Malezji. Na to potrzeba ok 3 dni (a z regeneracją to i 4...), nie zdecydowaliśmy się na to. Pojechaliśmy na emerycką wycieczke po okolicy. W ostatniej chwili autokar się zatrzymał na parkingu i udało się zrobić zdjęcie jednego ze szczytów Kinabalu (są 4) zanim całkowicie zakryły je chmury. Potem przez chwilę moczyliśmy się w gorących źródłach, ale dużo przyjemniejszy był basen z zimną wodą. A na koniec, już w mieście i bez wycieczkowego towarzystwa, potraktowaliśmy się najlepszymi chyba dotychczas owocami morza.




Kuching

To na zakończenie pobytu na Borneo - i całkowicie bez planu. Po analizie przewodnika zdecydowaliśmy, że doba to akurat tyle, żeby zwiedzić samo miasto, a na jakiekolwiek wycieczki nie ma czasu. Miasto jest spore, największe w Sarawaku, ok. 700 000 mieszkańców, położone nad rzeką na której nie ma mostu (w każdym razie nie ma mostu w obrębie centrum). Transport odbywa się łódkami. Sarawak był częścia sułtanatu Brunei do połowy XIX wieku, kiedy to za zasługi w walce z rebelią James Brooke dostał od sułtana tytuł radży i samodzielną władzę nad prowincją. To dość niezwykłe, że biały człowiek dorobił sie takiej pozycji. Następcom było trudniej, ale trzech radżów kolejno dawało radę. Po II wojnie prowincje przejęli Brytyjczycy. Miasto Kotów (Kuching) ma sporo akcentów kolonialnych, sporo też nowej architektury, czasem zaskakującej. Turystycznie atrakcyjny jest bulwar nad rzeką. Wieczory weekendowe są tam bardzo barwne, z muzyką i jedzeniem. Sprawdziliśmy wieczorem jak rekomendacje Lonely Planet działają na biznes. Nasz przewodnik był wydany w 2009 roku. Opisywano w nim knajpkę z jedzeniem z rejonu Kelabit Highlands - to środek dżungli, proste jedzenie z naturalnych składników. No i była, ale już nie prosta garkuchnia, ale dość elegancka restauracja. Za to jedzenie - rewelacja. Ciężko opisać, bo smaki niezwykłe a i forma nietypowa. Mięsko (jagnięcina) i ryba (nie wiadomo jaka) w malutkich kawałeczkach, z delikatnymi ziołami. I warzywa - wyjątkowo duzo warzyw ja na Malezję. A do tego wino ryżowe, zimne, słodkie, wbrew pozorom całkiem pasowało. Mniam.


zdjęcia-Sandakan
zdjęcia- Kota Kinabalu
zdjęcia - Kuching

No comments:

Post a Comment