Wednesday, 21 May 2014

Air Race Champs

To nie będzie o samolotach. Samoloty były nudne. Latały nad jeziorem kolejno w sporych odstępach czasu i robiły to samo. Przeloty różniły się... kolorem samolotu. Będzie za to kilka refleksji (raczej negatywnych)

1. Putrajaya to bardzo porządne miasto, dobrze zorganizowane i z dobrą komunikacją (mimo, że nie chińskie). Tylko prawdziwego życia w nim brakuje, pewnie dlatego starają się takie imprezy tam robić.
2. Ludzie tutaj mają w głębokim poważaniu punktualność. Umówiłam sie z Clintonem na 12. Przyszedł 5 po, ale chociaż sms'a przysłał. Zapomniał komórki i wracał do domu. Usprawiedliwiony. Ale dwoje jego znajomych już przesadziło. Pojawili się po interwencji Clintona dopiero o 12.40 - chcieli wcześniej zjeść lunch. No cholera! A to, że ja tam czekam jak ten pajac na przystanku to pikuś. Nawet niespecjalnie wyrazili skruchę. To samo jest w pracy - pojawienie się z kilkuminutowym opóźnieniem nie powoduje nawet prostego przepraszam. To normalka. Nie powiem, przeszkadza mi to.
3. Ciekawe o ile bardziej interesujący był ten Air Show oglądany ze strefy biletowanej. Ja pożałowałam - cena dość zaporowa - 240RM (czyli ok. 75USD) to przesada, nawet jeśli dzięki temu mogłabym siedzieć, widzieć cały tor i słyszeć spikera. Za darmo widziałam pół toru, a siedziałam na trawce. Spikera nie było słychać.
4. A poprzedniego dnia wkurzyła mnie malezyjska kablówka. Przerwali transmisję z meczu Djokowica z Raonicem przy stanie... 6-7, 7-6, 5-3. Wszystko po to, żeby puścić długaśny blok reklamowy, a potem ... mecz piłki nożnej (to chyba był jakiś ważny finał ligi czy pucharu Anglii, ale i tak uważam, że to skandal, zwłaszcza, że zabrakło jednego gema).

1 comment:

  1. Wydaje mi się po przeczytaniu tej opowieści , że pora WRACAĆ!!! całuję. Małgosia

    ReplyDelete