Penang to program obowiązkowy dla każdego w Malezji, więc pojechałam tam z Magdą na weekend. Program wycieczki raczje lajtowy, ale najważniejsze punkty musiały sie znaleźć. No i parę niespodzianek dla mnie również.
Po wylądowaniu pierwsze kroki - do dimsumiarni. To chyba najciekawsze w Malezji jedzenie śniadaniowe. Potem - do roboty (czyli do zwiedzania).

Blue Mansion jest remontowany, na szczęście tylko w części i wycieczki nadal się odbywają. Cena za to wzrosła, i to całkiem zauważalnie (z 12 na 16 RM). Nie było Belga, który dotychczas był tam stałą atrakcją, zastępująca go przewodniczka początkowo nie wzbudziła mojego zaufania, ale potem dała radę. Bardzo to jest ciekawe miejsce i historia Cheong Fatt Tze jest przykłądem, że chcieć to móc.

Fort Cornwallis, Clan Jetty, Armenian Street (z nowymi malunkami na ścianach) - niezmiennie miłe dla oka. Potem - Śpiący Budda i świątynia burmańska - kolejna próba analizy niezrozumiałego, a potem siuup w stronę Batu Ferringhi. Najsłynniejszą plażę też trzeba zobaczyć. Niestety, pogoda nie była najlepsza, nieco nawet padało, ale co tam. Kolorowy drink na plaży, w oczekiwaniu na zachód słońca to bardzo miła rzecz.
 |
| Nowe odkrycie - Junk cafe |
Kolacja została zaplanowana w słynnym Gurney Drive - miejscu tysiąca stoisk z lokalnym jedzeniem. Lekki obłęd. Trudno wyrać. I w efekcie - chyba Red Garden fajniejszy. Po jedzeniu postanowiłysmy spróbować dotrzeć do domu pieszon. na mapie wyglądało to nieźle. I dałyśmy radę, choć trwało to z półtorej godziny. A do tego po drodze obejrzałyśmy w knajpce jak Radwańska obrywa od Szarapowej. W sumie, ciekawy spacer, w dużej części wzdłuż ulicy strasznie wypasionych apartamentowców. Miasto jest nieprawdopodobnie różnorodne.
Następnego dnia - dim sumy, pożegnanie z Kek Lok Si, jeszcze krótka przechadzka po mieście i - do autobusu. W ostatniej chwili udało mi sie zauważyć, że zostawiłam w hostelu telefon. Dobrze, że blisko i że jeszcze tam był. Strata bardzo by mi życie skomplikowała. Nie wiem, czy to pesel, czy zwykłe gapiostwo. Trzeba bardziej uważać.
zdjęcia
No comments:
Post a Comment