Ufff, zmęczeni siedzeniem w samochodzie prawie cały dzień wczorajszy, z nadzieją powitaliśmy słońce i perspektywę dzisiejszego plażowania. A tak, bo plan na sobotę to wytwórnia batików, potem Klungkung, Tirtagangga, a potem plażowanie ze snorkelingiem w Amed.

No to jedziemy. Za kierownicą znowu Putu, ale wycieczka nie wygląda na skomplikowaną, więc powinien dać radę. W wytwórni batików jesteśmy na szczęście przed wielkim tłumem, który nadjechał jak obładowane zakupami wychodziłyśmy ze sklepu. Marek nam nie towarzyszył. On zrobił kilka (dziesiąt?) zdjęć pracownikom fabryki przy pracy.

Teraz do Klungkung. To miasto, w którym są pozostałości siedziby włądców tego regionu z XVIII wieku. Ogląda się Kertha Gosa - salę sądu i pawilon na wodzie. W obu są kapitalne malunki na sufitach. Balijska wędrówka duszy, ilustracje do balijskiego kalendarza, do baśni o Pan i Me Brayut i ich 18 dzieciach....


Obok Kertha Gosa jest pomnik upamiętniający masowe honorowe samobójstwo rodziny królewskiej, popełnione, żeby nie dostać sie pod panowanie Holendrów (dopiero wtedy się tam pojawili...). Wydarzenie pamiętne dla Balijczyków i bardzo pasujące do ich kultury, ale pomnik - katastrofa. Nie zacytuję z poprawności politycznej z czym nam się skojarzył.
 |
| Ten z gitarą, to nasz wybawca - on pokazał nam drogę na plażę |

Po opuszczeniu Klungkung skierowaliśmy sie według planu dalej na północny wschód. Minęło właśnie południe. Małgosię coś tknęło i zaczęła drążyć jak daleko jest do kolejnych punktów programu. No i Putu wydukał, że do Amed to ok 4 godziny jazdy. No to nam się zrobiło słabo i stwierdziliśmy, że nie, Tirtagangga może sie bez nas obyć, a morze jest bliżej niż w Amed, bo właśnie już je widać. Zarządziliśmy szukanie najbliższej plaży. Padło na miejscowość Padang Bai. Putu zajechał prosta droga prosto na przystań promu na Lombok. Tam napadła nas chmara naganiaczy na wycieczki łódką na snorkeling. Ale my uparliśmy się, żeby znaleźć najpierw plażę i tam sie rozłożyć, a potem się zobaczy. No i wzięłyśmy koniec języka za przewodnika i weszłysmy do pierwszego napotkanego pensjonatu. Tam mili biali ludzie powiedzieli, że taka kamienista, stroma ścieżka za domem prowadzi do małej, fajnej plaży z biełym piaskiem. Nic więcej nam nie trzeba. Dodał jeszcze, że mozna snorkelingować z brzegu, są rybki, tylko nie ma rafy. Lecimy. I polecieliśmy. było bajkowo. Putu chyba też polubił to miejsce, bo kupił okulary i zrobił sobie tatuaż henną. Siedzieliśmy tam do piątej. Zjedlismy super rybki z grilla (a najpierw prosto z morza). Rewelacja! A plaże w Amed poczekają na następne nasze wakacje na Bali.
 |
| a to nikt z nas, to chłopiec, który próbuje surfować na falach |
No comments:
Post a Comment