Korporacja jest łaskawa. Z okazji Dnia Kobiet, wszystkie panie zatrudnione w firmie w jakimkolwiek charakterze i formie umowy, dostały pół dnia wolnego, do wykorzystania w marcu. Natychmiast zaklepałam sobie pół ostatniego piątku, żeby wycieczka do Melakki mogła się zacząć zaraz po lunchu, a nie wieczorem.
W międzyczasie dowiedziałam się, że w mojej firmie pracuje ponad 50% kobiet, a w ogóle w Malezji pracuje zawodowo ponad 75% kobiet w tzw wieku produkcyjnym. To jakaś kosmiczna statystyka, szczególnie dla kraju islamskiego. Ale gdzie się nie ruszyć to panie w hidżabach widać - w okienkach kasowych, informacjach, sklepach, wszędzie. Nie wiem jak to robią, bo rodziny, patrząc z perspektywy Europejczyka, są raczej wielodzietne. Troje dzieci to mało, a nie dużo. Może system szkolnictwa sprzyja? Dzieci chyba mają zajęcia cały dzień.
Ale wróćmy do weekendu. Jeden z obowiązkowych punktów dla turysty odwiedzającego Malezję - Melakka. Kiedyś ważny port tranzytowy, teraz ciche, spokojne miasteczko o bogatych tradycjach. Nie być tam to jak pominąć Kraków przy zwiedzaniu Polski.
Nie ma co przepisywać przewodników, więc pozostanę przy wrażeniach. Pierwsze to podróż - dworzec autobusowy jak ten będziemy mieć za jakieś pięćdziesiąt lat, jak dobrze pójdzie. Klimatyzowany autobus z numerowanymi miejscami za 12 RM dowiózł nas na miejsce w mniej niż 2 godziny, autostradą, bez przystanku. Na miejscu czekała taksówka, i już za następnie 20RM i 15 minut byliśmy w przytulnym pensjonacie prowadzonym przez chińską rodzinę (to chyba byli Chińczycy, ale może też baba-nyonya - czyli potomkowie chińsko-malajskich mieszkańców tych okolic. Wieść głosi, że gdy sułtan Melakki poślubiał księżniczke z dynastii Ming (a może to była córka sułtana poślubiająca chińskiego księcia?) to chińscy dworzanie w dużej liczbie przyjechali i pozostali w Melakce, żeniąc się z tutejszymi kobietami. Pociągnęło to za sobą wytworzenie się specyficznej kultury, zwanej baba-nyonia (baba to mężczyzna, potomek takiego związku, a nyonya to kobieta). Mówi się o wszelakich aspektach kultury - ubiory, kuchnia, sztuka. To się oczywiście rozlało na cały półwysep i pomieszało z innymi, ale tu, w Melakce prawdopodobnie można zobaczyć tę najbardziej oryginalną wersję kultury baba-nyonya.
| Plac Holenderski |
| Mr Wolfke in Forbidden Garden |
Godne polecenia jest skorzystanie z Duck Cruise - Tomek pisał co to Duck, ja tylko powiem, że to badzo śmieszne urządzenie i warte spróbowania, najbardziej chyba dla kapitalnego widoku na meczet na wyspie Melakka od strony wody. Z lądu też ładnie, ale z wody... No i za chwilę (jak skończą budowę) będzie pewnie równie wspaniale wyglądało Miasteczko Arabskie (Arab Village) na tej samej wyspie. To inwestycja w całości posiadana/finansowana przez rząd Arabii Saudyjskiej.
| Widział ktoś taka frytkę? |
| 13 Coffees |
Muszę tam wrócić (znaczy do Melakki) z jeszcze jednego powodu - nie dojechaliśmy do osady portugalskiej. Pierwszy raz w życiu złapałam gumę w rowerze. Kiedyś musi być ten pierwszy raz.
https://plus.google.com/u/0/photos/108668600531371879611/albums/5857041559762809265?authkey=COW_opjghPjyxQE
hej tam, Wolwusy Dwa, nadrobiłam dziś zaległości w czytaniu (i przesłałam jeszcze maila Markowi, żeby nadal nabierał apetytu). Więc mówicie, że listopad i grudzień na podróżowanie są najgorsze (bo ten deszcz)?
ReplyDeleteszczerze mówiąc, to jak byłam tu w listopadzie w zeszłym roku przez tydzień, to padało raz przez pół godziny... Myślę,że statystyka to kulawa nauka, ale we wszelkich przewodnikach listopad i grudzień w KL jest zaznaczony jako okres najwyższych opadów (juz w październiku ma padać. Przykładowa strona klimatyczna: http://www.malezja.info.pl/pogoda-klimat.xml
Delete