Warto więc napisać parę słów o tym, jak się mieszka. Kondominium Pelangi Utama składa się z dwóch części, praktycznie niezależnych, ogrodzonych osobno i mających oddzielną infrastrukturę. Każde z nich składa się z trzech budynków po 18-20 pięter, budynki oznaczone A,B i C to jedno a D, E i F to drugie. Ja mieszkam w budynku C na 18 (ostatnim) piętrze. Na moim terenie jest basen, siłownia (aktualnie w remoncie) i sklepik. Takie same udogodnienia są w tym drugim, nie wiem nawet czy tamta siłownia działa czy nie. Basen ma głębokość 120 cm (to jest granica przy której według tutejszych wymagań bezpieczeństwa nie potrzeba ratownika) i długość max około 25m w najdłuższym miejscu (około, bo basen ma kształt dwóch nakładających sie na siebie kół). Woda czysta, o temperaturze otoczenia, ławeczki, prysznice, wszystko co trzeba. Popołudniami dość popularne miejsce, raczej należy nastawiać sie na pływania w innych godzinach.
Teraz trochę o budynku. Bryła dość prosta, klatka schodowa w środku, mieszkania po obu stronach korytarzy biegnących wzdłuż, nie wiem czy na wszystkich piętrach jest tak samo (myślę, że tak), na moim jest 16 mieszkań. Mamy 3 windy (na razie wszystkie zawsze działają). W windzie napis, żeby nie wchodzić w stroju kąpielowym, ani w ręczniku i żeby się uśmiechać. Nie ma mieszkania numer 4 ani 14 ani piętra 4 czy 14. Cztery po chińsku brzmi tak samo jak słowo śmierć. Nie używa się więc tej cyfry (w moim biurowcu też nie ma 14 piętra). W hotelu chyba było, nie pamiętam. Mieszkam w mieszkaniu 3A. Tutaj w adresie podaje się piętro i numer mieszkania, liczenia na piętrach jest od początku. Generalnie, budynek jest prościutki i widać, że budowany z intencją pod nie bardzo drogi wynajem. Nie ma specjalnych architektonicznych fajerwerków w przestrzeni wspólnej, na szczęście też atmosfera klatki schodowej jest nieco lepsza niż Za Żelazną Bramą. Byłam w jednym kondominium o nieco wyższym standardzie, klatka schodowa nie była wiele lepsza.
Wszystkie mieszkania maja kraty w wejściu, zamykane na zamek i kłódkę (wszyscy te kłódki mają i używają). Potem jest niewielki przedsionek i normalne drewniane drzwi. Trochę jak twierdza. Ale robię jak wszyscy. Zamykam. Po pokonaniu tych wszystkich zamknieć wchodzi sie do przestrzeni dziennej - spory pokój z otwartą kuchnią. Jedna loggia przy salonie - widok na podwórko (patio by lepiej brzmiało...) i basen. Można sprawdzić, czy już tłok. Druga logia jest przedłużeniem kuchni i jest zabudowana oknami przesuwnymi. Mam tam blat z kuchenką gazową (dwa palniki, chyba tylko takie tu mają, przynajmniej w mieszkaniach), zlew oraz pralkę. Drugi zlew jest w wewnętrznej części kuchni. We wszystkich mieszkaniach, które widziałam było podobnie, tylko nie wszedzie były te okna (większość loggii kuchennych była otwarta). Myślę, że to jets związane z procedurami halal (odpowiedniej segregacji produktów zgodnie z regułami islamu). Nie wiem dokładnie czego kiedy nie wolno, ale ten zlew na zewnątrz na pewno służy do mycia mięsa i ryb, żeby nie tam gdzie warzywa i naczynia. Ku mojemu zdumieniu, pralka nie przewiduje podgrzewania wody. Pierze się w zimnej (pokojowej). Zobaczymy za parę miesięcy jak to wpływa na ciuchy (po jednym praniu wydaje się OK).
W dalszej części mieszkania mam swoja sypialnię z łazienką i dwie sypialnie "gościnne": dużą i małą. Ta mała to raczej dziupla, ale jedna osoba spokojnie może tam spać. We wszystkich pokojach są klimatyzatory i wiatraki. Jest też druga łazienka w korytarzu. Obie łazienki są podobne, umywalka, sedes z bidettą i prysznic na najmniejszej możliwej powierzchni. Wyraźnie nie jest to ważne miejsce. Nie ma tu ciepłej wody w kranie, w prysznicach sa podgrzewacze przepływowe. W zupełności to wystarcza. A, jedno ciekawe - we wszystkich oknach sa kraty. nawet na 18 piętrze. I jak się patrzy na inne budynki - też wszędzie kraty. Musi złodziejstwo się szerzy. Ale nie słyszałam o konkretnych przypadkach.
A propos bidetów. We wszystkich damskich toaletach są słuchawki bidetowe. Niezależnie od standardu toalety. To jest chyba bezwzględny wymóg islamu w stosunku do kobiet w czasie menstruacji. Dzięki temu, w większości publicznych toalet woda stoi na podłodze, bo armatury bidetowe nie zawsze są szczelne, no i panie nie zawsze są wystarczająco uważne.
Jest parę rzeczy, których nie rozgryzłam. Lodówka strasznie mrozi, ale nie zauważyłam skutków zmiany ustawienia. Muszę spytać właścicieli. Potwór rurowy niestety nadal mieszka w łazience i od czasu do czasu ryczy. Będzie trzeba wezwać fachowca, bo zauważyłam że w momencie wydawania ryku również popuszcza z rurki. Wolałabym, żeby nie zalało. Ciekawe, czy się dogadam. A nie mam tu zaprzyjaźnionego sąsiada, który znałby sie na rurach, tak jak ten na działce w Wieliszewie.
I trochę o ludziach. Jak już wcześniej mówiłam, są tu trzy podstawowe typy: Chińczycy, Hindusi i Malajowie. No i zapewne trochę mieszanek, ale wydaje się, że oni trochę sie między soba izolują, pewnie też z powodów religijnych. Malajowie to przede wszystkim muzułmanie. Nie jest to przytłaczające, ale widoczne, szczególnie w przypadku kobiet. Noszą w większości tradycyjne stroje - sarong, tunika (razem to sie nazywa baju kurung) i hidżab - to coś na głowie (twarzy nie zakrywają). A co najmniej hidżab i bluzka z długim rękawem. Może być do dżinsów. Sprawia mi to pewna kulturową trudność, żeby zaufać biznesowym kwalifikacjom kobiety w takim stroju na eksponowanym stanowisku. Wiem, że to krzywdzące. Walczę. W oddziale banku w którym mam konto te hidżaby nawet mają firmowe. No i jaki to produkt! Można kupić wszędzie, we wszystkich kolorach tęczy i rodzajach materiałów. Myślę, że to może być biznes. Jak nie wydajesz na fryzjera, bo po co, to chociaż hidżab możesz mieć na każdy dzień inny. Myślę też, że zamiast wisiorków i kolczyków (szyja i uszy zakryte), facet może kupić brylantową zapinkę (hidżab często jest spięty pod szyją jakąś błyskotką, a czasem przypięty na ramionach, też czymś jak broszka).
No comments:
Post a Comment