Żeby nie od razu cały dzień w upale, to zdecydowaliśmy sie na "Hop in hop off bus". Taki autobus jedzie dookoła Kuala Lumpur, zawadzając o najważnejsze turystyczne miejsca. Ma 23 przystanki. Można wysiąść na każdym, zwiedzić okolicę i wsiąść z powrotem. Autobus jest "double-deckerem", z częścią odkryta na górnym pokładzie (mało kto korzysta bo albo za ciepło albo za mokro). Wnętrze klimatyzowane, z głośniczków płynie informacja o mijanych obiektach, a człowiek może podziwiać. Starsze pańswo więc kupiło bilety, zasiadło i oglądało świat przez okienko.
Skorzystaliśmy z "wysiadki" w dwóch miejscach - Akwarium i Chinatown.
Akwarium okazało sie całkiem ciekawe. Sporo rybek, żółwików i innych stworzeń zgromadzono ku uciesze licznie odwiedzającej to miejsce gawiedzi. No i fajnie, że można popatrzeć na pokaz karmienia rybek przez płetwonurka. Jak taka płaszczka łyka rybkę to draczny widok. W Akwarium, jeszcze przez jego zwiedzaniem, zapoznałam Tomka z nasi lemakiem (czyli ryżem z sosem, orzeszkami i rybkami) w wersji uproszczonej - fast foodowej czyli w zawiniątku z liścia babanowca i papieru, za to bez kurczaka. Okazało sie trafione. Nastąpiła akceptacja takiego jedzenia. To dobrze, bo wszędzie to sprzedają.
Potem niestety nadeszła popołudniowa burza, trzeba było się schronić w okolicznym centrum handlowym i odnaleźć przystanek naszego autobusu żeby kontynuować zwiedzanie miasta. Udało się. Minęliśmy kilka kolejnych skupisk handlowych, wraz z tutejszą "Oxford Street", czyli Bintang Walk. Postanowiliśmy opuścić autobus w Chinatown, zobaczyć tam najważniejszą w KL świątynię ... hinduską, oraz znaleźć właściwe miejsce na kolację. To poszło bardzo łatwo. Przechodząc koło stolików na ulicy zobaczyliśmy akwarium z żabami i rybami, oraz ludzi, którzy na talerzach mieli różne dziwne stworzenia. Po wstępnym obejrzeniu karty zostaliśmy. Wciągnęliśmy żabę kurczakową (chicken frog), jakieś krewetki i jeszcze coś, popijając piwem. Baaaaardzo miło. I bardzo lokalnie.
Niedzielny poranek był długi. Z domu udało się wygrzebać około jedenastej. Plan opiewał na muzeum tutejszych aborygenów oraz Batu Caves (czyli hinduska świątynia w jaskiniach pod KL - już wystąpiła w tym blogu przy okazji Thaipusam).
Do muzeum jechało się metrem z jednego końca na drugi, a potem jeszcze 12 ringgitów taksówką (to chyba z 10 kilometrów). Wreszcie znaleźliśmy się na wsi. Bardzo fajne widoki, wszędzie lekki nieład. Muzium Orang Asli, czyli Muzeum ludów pierwotnych Malezji informuje o plemionach zamieszkujących Malezję od wieków. Darmowe, ale niestety głównie makiety, zdjęcia i opisy, mało eksponatów, ale prawdopodobnie z powodu ich nietrwałości (drewno, rattan, bambus itp materiały). Ale też trochę historii późniejszej i informacji o obecnych programach integracji potomków tych ludów ze społeczeństwem, wyrównywaniu szans, itd. Tam padło pytanie o znaczenie ruchów komunistycznych. Trzeba poszperać w necie. Na pewno był to jakiś problem, bo były też oddziały mające na celu zwalczanie "komunistycznych terrorystów".
Po opuszczeniu muzeum (byliśmy jedynymi gośćmi, nie licząc dzieci pana z recepcji) wskoczyliśmy do jakiegoś autobusu, który akurat stał na przystanku. Pan kierowca zapytany, czy jedzie do metra powiedział, że musimy "change the bus" i podał numerki. W miejscu, gdzie nas z tego autobusu wyrzucił nie widać było jednak żadnego przystanku... Powędrowaliśmy do widocznego po drugiej stronie skrzyżowania centrum handlowego, a tam - akurat podjechał autobus z napisem Pasar Seni (Central Market) - czyli tam gdzie akurat chcieliśmy sie znaleźć. Wsiedliśmy więc i już po 45 minutach byliśmy na miejscu i spożywaliśmy późny lunch.
Kolacja "wypadła" nam w okolicach najbliższej domu stacji metra, bo akurat na postoju nie było taksówki (tutaj istnieje zjawisko postoju taksówek, ale też można "łapać" takie przejeżdzające). Trafiliśmy znowu na owoce morza. Trzeba będzie to miejsce powtórzyć, bo wybór dań wydaje się nieprzebrany i mocno egzotyczny. Specjalnością zakładu są chyba kraby. No i lokal raczej niezły, bo praktycznie nie było wolnych stolików.
https://plus.google.com/u/0/photos/108668600531371879611/albums/5854079825482750289?authkey=CJHEsN3U6YKofg
No comments:
Post a Comment