Trochę szkoda że
wszystkie teoretycznie mocniejsze zawodniczki odpadły z turnieju dość wcześnie.
Do półfinałów nie dotarła żadna z rozstawionych. Z drugiej strony, patrząc na
zgromadzoną publiczność miałam wrażenie, że nie ma znaczenia kto jest na
korcie. Klasycznie, kibice trzymali stronę teoretycznie słabszej i chyba nieźle
sie bawili, pomimo niezbyt wysokiego poziomu sportowego meczów. W sobotę do
oglądania półfinałów zasiadło myślę około 1000 widzów (trybuny były zapełnione
mniej – więcej w połowie).
| Polski akcent, szkoda, że tylko martwa natura |
Mimo opadów,
które chyba codziennie przerywały grę w godzinach wieczornych, udało się
rozegrać wszystkie mecze tak, że na weekend zostały zgodnie z planem tylko
półfinały singla i jeden półfinał debla. Pierwszy półfinał singla, w sobote o
16 rozgrywany był w niemiłosiernym upale. Jak rzadko tutaj, niebo było
bezchmurne, słońce paliło i moim zdaniem o wyniku rozstrzynęła wytrzymałość na
te warunki. Ayumi Morita przegrała z Karoliną Pliskovą prawie bez walki (0:6;
2:6), mecz trwał około godziny. Dużo bardziej zacięty był półfinał debla (Jeanette
Husarova, Zhang – Kumkhum, Erica Sema 4:6; 6:3; 10:5). Drugi półfinał singla
rozpoczął się na korcie centralnym punktualnie o 18.00. Anastasia Pavluchenkova
i Bettanie Mattek-Sands miały więcej szczęścia do aury. W miedzyczasie nad
Royal Selangor Golf Club nadciągnęły chmury i upał nieco zelżał. Potem jeszcze
dostaliśmy porcję odświeżającego deszczu, który na szczęście przerwał grę tylko
na pół godziny i nie zamienił kortu w jezioro, więc zawodniczki dość szybko
wróciły do gry. Pierwszy set był dość wyrównany (4:6), ale w drugim Anastasia
nie radziła sobie z dobrym serwisem rywalki, a i własna zagrywka nie dawała jej
przewagi, więc szybko przegrała 1:6).
Finał debla był
godzien finału każdego turnieju, nawet wyższej rangi. Na kort wyszły Janette
Husarova ze Słowacji i Shuai Zhang z
Chin, rozstawione z nr 1 w tym turnieju oraz Japonka Shuko Aoyama i
reprezentująca Tajwan Kai-Chen Chang. Emocji było mnóstwo. Panie walczyły do
krwi ostatniej kropli z żył, pomimo temperatury, która aczkolwiek niższa niż w
sobotę, nadal była zauważalnym czynnikiem. Wynik mówi sam za siebie: 6-7, 7-6,
14-12. Ponaddwugodzinne widowisko było na prawdę interesujące i trzymające w
napięciu. Gratulacje i podziękowania dla obu par za wspaniałą walkę do
odstatniej piłki.
Nie jestem
fachowcem, nie znam zawodniczek, które stanęły w niedzielę do walki o tytuł
mistrzyni WTA BMW Malaysia Open. Karolina Pliskova, Czechy, 21 lat i Bethanie
Mattek-Sands, USA, 27 lat. Pierwszy set układał sie tak, że byłam pewna
szybkiego zwycięstwa Bethanie. Karolina nie odbierała jej serwisu, a jej własny
nie był żadną przeszkodą dla Amerykanki. Jednak w drugim secie Karolina
obudziła się, obie panie wygrywały swoje podania, było trochę walki, a przy
stanie 5:5 Czeszka wreszcie przełamała Amerykankę i stanęliśmy do decydującej
walki. Trzeci set, przerwany na pół godzinki przez lekki deszczyk, toczył się
już pod dyktado Karoliny, która wywalczyła pierwszy w życiu tytuł w turnieju
WTA. Gratulacje, ale za postawę w pierwszym secie należą się słowa dezaprobaty,
gdyż panna Karolina zachowywała się jak obrażona dziewczynka, odwracajac sie
plecami do piłek, których nie była w stanie odebrać.
| Royal Selangor Golf Club - trochę kiczu |
Spędziłam na
kortach Royal Selangor Golf Club dwa popołudnia i wieczory i muszę przyznać, że
nie było źle, ale chyba głównie z powodu braku konkurencyjnych pomysłów. Od
strony organizacyjnej – bez większych wpadek, aczkolwiek miałam trochę
zastrzeżeń. Najważniejszym z nich był brak informacji. „Zwykły” kibic nie
dostawał, ani nie mógł też kupić żadnych materiałów na temat turnieju czy
zawodniczek. Nie wiem, czy na początku turnieju był dostepny jakiś program, ale
na półfinały i finały nie przygotowano nic. Trochę szkoda. Oznakowanie terenu
też nie było najlepsze, a najgorsze było to, że organizatorzy nie pilnowali,
żeby kibice nie wchodzili na trybuny w czasie gry. Biedne sędzie musiały się
więc zajmować upominaniem publiczności praktycznie w każdej przerwie w grze. No
i to bezustanne jedzenie. Nie był to „nasi lemak” (malajskie danie składające
się z ryżu i kawałków kurczaka z ostrym sosem z orzeszkami ziemnymi i
chrupiącymi malutkimi rybkami, dostępne praktycznie wszędzie), ale frytki,
parówki, hot dogi i chrupiące kawałki kurczaka a’la KFC. Ale to może mój
problem, bo również w kinie drażnią mnie sąsiedzi chrupiący popcorn, a
szczególnie wszechobecny zapach jedzenia.
| RSGC - kiczu ciąg dalszy |
https://plus.google.com/u/0/photos/108668600531371879611/albums/5851449638667978977?authkey=CNGgmryE9YmA0gE
No comments:
Post a Comment