Jako, że na oficjalnej stronie turnieju nie było żadnej informacji o kwalifikantkach, a ja miałam wolną niedzielę, to poczłapałam na te korty. Napisane, że open for public, czyli powinno się dać wejść. I dało się. Ale potrzebne było samozaparcie i brak komplesów, bo nie było żadnej informacji. Nie było też żadnych kibiców, tylko obsługa i parę osób wyglądających na rodziny tych co tam grają, albo pracują. Więc po prostu wpakowałam się na trybunę pierwszym otwartym wejściem, ta chyba ma być potem prasowa i okazało się, że właśnie trafiłam na mecz Marty Domachowskiej z Ericą Semą (Japonia). Niespecjalnie ciekawe widowisko. Do teraz nie jestem pewna wyniku. Deszcz przerwał mecz przy wyniku 2:6, 3:5 i 30:30 (serwuje Marta, nie spodziewam się fajerwerków), wyniku na stronie turnieju nie ma do teraz.
Tenis nie był najciekawszy. Ciekawe było to, jak sobie tutaj radzą z deszczem. Mecz Marty był wcześniej przerwany na ponad pół godziny z powodu deszczu. I co sie wydarzyło jak przestało padać: najpierw weszła ekipa z gumowymi ściągaczkami do wody, ściągnęli co mogli, a potem pojawił się tłum ball boyów z ręcznikami. Ustawili sie wzdłuż linii bocznej z ręcznikami w dłoniach, wolnym końcem na korcie i rozpoczęli osuszanie (bieg tyłem do przeciwległej linii, ręcznik wleczony po korcie). Okazało się to całkiem skuteczne. Potem jeszcze kilku panów z dmuchawami do liści i sucho! Panie mogły powrócić na kort. Potem już nie było tak wesoło. następny deszcz to był prawdziwy tutejszy deszcz. Zrezygnowałam z czekania i opuściłam niezbyt gościnny, za to królewski klub.
Do całokształtu dyscyplin reporterskich Ewy W. dodaję : organizator zawodów sportowych -specjalność:doradca do spraw zachowania ciągłości rozgrywek ze względu na warunki pogodowe.Możliwe miejsca pracy: Stadion Narodowy -Warszawa,odkryte korty tenisowe- świat.
ReplyDelete