Monday, 18 February 2013

Trochę refleksji niekoniecznie chronologicznych

Nie mam chyba żadnych nowych wrażeń do opisania. W weekend tak na prawdę to udało mi się tylko "zaliczyć" Muzeum Sztuki Islamu. Nie wolno robić zdjęć, więc nie robiłam, ale muzeum ciekawe. Najbardziej podobały mi sie makiety kilkunastu najsłynniejszych meczetów na świecie. Robią wrażenie. No i zdobnictwo... A samo muzeum - imponująca kubatura. Zmieściłyby się ze dwie takie ekspozycje, mimo że eksponatów całkiem sporo.

Próbuję się orientować w tubylczej mowie, ale chyba nie dam rady. Wiekszość słów nie jest do niczego podobna, a liczebniki to już w ogóle od czapy. Zajęło mi z pół godziny opanowanie od 0 do 6, a po piętnastu minutach już nic nie pamiętam... katastrofa. Nieskromnie myślałam, że języki nie sprawiają mi specjalnych trudności, szczególnie na początku. Odwołuję. Ale będę walczyć.

W kinie widziałam już wszystko co się nadaje do zobaczenia i jest w zrozumiałym języku lub z napisami. Dziś poszłam na nowego Bruce'a Willisa. "The good day to die hard". Taka sobie strzelanka, ale Bond wysiada przy sprawności Bruce'a. Za to magicy od lokalnej wersji dorobili napisy w malajskim i chińskim (jak zawsze), ale zapomnieli o angielskich napisach dla sekwencji, które są w oryginale po rosyjsku. Widz nie znający rosyjskiego, ani obu języków z napisów nieco traci.

Odbyłam pierwsze spotkanie z bankiem. Trochę było zabawy, bo chciałam przelać pieniądze z mojego malezyjskiego konta na konto American Express w Royal Bank of Scotland, oddział w Warszawie. Nie mogli zrozumieć, kto jest właścicielem konta. Wszyscy urzędnicy sie zbiegli i radzili co z tym zrobić. W końcu uwierzyli mi na słowo i udało się.

W kwestii zagospodarowywania się, nadal czekam na moje rzeczy, które płyną z Polski. Mają być tu za tydzień. Ciekawe, czy będą? A w międzyczasie powoili dokupuję brakujące kawałki. No i nic nie jest w stanie przebić IKEI. Tutaj jest dokładnie tak samo, łacznie z rozmieszczeniem artykułów w sklepie. Nie miałam więc problemów ze znalezieniem odpowiedniej poduszki, lampki nocnej czy wyciskacza do czosnku.

Skończył się sezon na rambutany i manggisy. Za to wszystkie stragany zasypane dokongiem. I chyba zaczyna się pomelo. A, no i nie ma już durianów (to jest taki owoc co strasznie śmierdzi i ludzie mówią, że "you may love it or hate it" - podobno w smaku rewelacja, tylko trzeba się przemóc, ze względu na zapach). Chyba jak się znowu pojawi to muszę się odważyć i spóbować.

W pracy do tej pory (czyli przez ostatnie dwa tygodnie) wszystko kręciło sie dookoła Chińskiego Nowego Roku. Mam nadzieję, że teraz będzie normalnie. Mam troche oberwacji i rzeczy, któree chciałabym zorganizować po swojemu, ale dotychczas najpierw nie byłam tutejszym pracownikiem, a potem wszystko było odkładane na po Nowym Roku. Mam więc poczucie bardzo skutecznie zmarnowanych dwóch tygodni (a może nawet sześciu?). Czas się brać do roboty, żeby się udało coś zrobić pzred upływem 18 miesięcy.

4 comments:

  1. Ale te rzeczy były przecież nadane jeszcze przed Twoim wyjazdem? Czy coś pomieszałam?? A praca jeszcze się na Ciebie rzuci z pazurami, spokojnie...he, he. A filmy oglądaj online na iplexie albo na czymś podobnym - oni ich tam mają dużo :)No chyba, że chce Ci się po prostu wyjść z domu, co też rozumiem.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tylko one płyną morzem, dookoła. Jeśli na przykład Kanał Sueski jest teraz nieprzyjazny, to moga zwiedzać morza południowe, zawijać do Kapsztadu, potem jeszcze parę innych plaż...

      Praca zaczęła powoli wystawiać pazurki. Na razie na szczęście raczej kocie niz tygrysie.

      A co do kina, to ja lubię kino w kinie (wolę od domowego). Tutejsze jest tylko nieco za zimne (dosłownie - klima na maksa, wiec trzeba przynosić sweter i skarpetki).

      Delete
  2. Dzięki Twojej recenzji poszliśmy na Szklaną pułapkę 5 ( tak to brzmi u nas bez sensu) . Ciekawe co piszesz o braku napisów pod rosyjskimi dialogami- PÓŁ FILMU gadają po rosyjsku!! Chyba zrozumiałaś nieco dzięki porządnemu obowiązkowemu kształceniu PRLowskiemu w tym języku...
    Ale mnie się podobało , że Rosjanie mówią po rosyjsku - często kłócimy sie z reżyserami, którzy każą Niemcom wołać po polsku: RĘCE DO GÓRY albo STÓj w filmach wojennych...- dezorientacja pełna następuje u widzów ,których uważa się za nierozgarniętych , że nie będa niby czytać napisów w TV.

    ReplyDelete
    Replies
    1. ja to się świetnie znam na kinie... Zupełnie nie skojarzyłam tej wspaniałej produkcji ze Szklaną Pułapką! Co prawda w Polsce widziałam chyba tylko pierwszą. A co do rosyjskiego, to nawet dawałam radę. PRL zostawił trwały ślad.

      Delete