Wczoraj wymiekłam po wyjściu z ptaszarni, więc dziś postanowiłam tam wrócić i zobaczyć resztę. Zaczęłam od spotkania brytyjskiego emeryta, który usiłował, podobnie do mnie pokonać plątaninę wiaduktów, dzielącą KL Sentral i Lake Gardens. Razem nam się udało. John wymiękł po kilkuset metrach, a ja poszłam oglądać kwiatki (Ochid Garden i Hibiscus Garden). Hibiscus to narodowy kwiatek Malezji. Ładnie tam.
Zostawiłam motylki i pomaszerowałam dalej.
Zaczęło ostro świecić słońce, więc pomyślałam że może mądrzej schować się do muzeum sztuki Islamu, ale zanim tam doszłam natknęłam się na otwarty dla turystów Meczet Narodowy. To jest bardzo nowoczesna budowla, nie ma w sobie nic ze znanych z obrazków meczetów tureckich czy arabskich. Ubrali mnie w długą szatę z kapturem i pozwolili wejść. Podobno wewnątrz może się na raz modlić 15 tysięcy ludzi a na całym terenie mieści się 30 tysięcy. To może być prawda.No i jest to również miejsce różnych zgromadzeń, też politycznych. Śliczna wolontariuszka wyjaśniła mi kilka ważnych spraw związanych z islamem. Wobec Allaha wszycy są równi. W meczecie modlą się stojąc i klęcząc ramię w ramię (stykając się ramionami). Dlaczego więc w meczecie panowie stoją z przodu? Bo jakby się pomieszali, to mogliby się niechcący (pan i pani) dotykać a to może przeszkadzać w modlitwie. Jakby panie stały z przodu, to panowie zamiast się koncentrować na Allahu, mogliby się paniom przyglądac... Wszystko przemyślane.
kwiatki i motylki:
No comments:
Post a Comment