Wednesday, 25 September 2013

Malezyjska przyroda na wolności

Taman Negara po raz drugi. Dużo łatwiej się korzysta z atrakcji, jak się wie co wybrać i czego się spodziewać. Tym razem program ułożyłyśmy same i udało się go tak zsynchronizować, żeby cały sie zrealizował.

Night Safari, czyli przejażdżka na odkrytej pace terenówki po plantacji palm olejowych i kawałku dżungli była chyba najatrakcyjniejszym akcentem. Już na początku spotkaliśmy sie z białą sową, którą tubylcy usiłowali wykurzyć dymem z ogniska spod dachu szopy. Paręset metrów dalej w trawie leżał spokojnie i czekał na kolację wielki pyton (podobny do tego z Deerlandu, może troszkę mniejszy). Ciemność była straszliwa, więc niewiele co dało się sfotografować przy użyciu mojego sprzętu, ale pyton się kawałkami załapał.

Spotkaliśmy jeszcze parę wielkich rudych wiewórek - wielkości sporego kota, kilka stadek dzików i cały czas wypatrywaliśmy wielkich kotów - w tych okolicach spotyka się lamparty i czarne pantery. Niestety, nie udało się. Następnego dnia ekipa spotkała słonia... Mieli fart.

Następny dzień rozpoczęłyśmy od wycieczki do dżungli z przewodnikiem. Pokazywał i omawiał różne roślinki, niestety niewiele zapamiętałam. A potem był Canopy Walk, czyli spacer nad dżunglą. Widoki są kapitalne, kładki coraz bardziej wymagają remontu (w porównaniu do lipcowej wycieczki). No i wypatrzyłam na drzewie wiewiórę! Taką ogromną!


Potem ponownie zobaczyłam jak wódz bateków rozpala ogień i jak strzela do pluszowego misia. To jest wszystko doskonale wypracowane. I może rzeczywiście fajnie jest życ tak w dżungli, bez prądu, telewizji i innych zdobyczy cywilizacji, w tym szkoły i pracy zarobkowej. Ciekawe, że potrzeby wyższe się tam kiepsko wykształcają

Cudowne są przejażdżki łódką po rzekach. Widoki - niezapomniane. zamiast pogonić moją Matkę na górę Terisek postanowiłam, że popłyniemy łódką do wodospadów, gdzie miało się dać popływać, a przynajmniej popluskać pod wodospadem. Nie znalazłam zejścia do wody, bo ciupasem uciekałysmy przed muchami. Obyło się bez zamaczania. Stwierdziłam za to, że w Malezji są osy i tak samo nie lubią ściskania. Ślad po tym swędzi trzy dni.
zdjęcia (też z zoo i słoni)

No comments:

Post a Comment