Tuesday, 24 September 2013

Malezyjska przyroda za kratami

Jak już się człowiek w tropiki wybierze, to poza osiągnięciami cywilizacji powinien też rzucić okiem na przyrodę, w tym tropikalna dżunglę. W związku z tym wybrałyśmy sie z Mamą do Taman Negara, zawadzając po drodze o Sanktuarium Słoni i niewielkie zoo zwane Deerland.

Pierwszy przystanek był w Deerlandzie. Ładne miejsce, malutkie zoo ze sporym stadkiem jeleni, które można pokarmić (dostaje sie miseczkę z jakimś warzywem). Bardzo milutkie zwierzaki. Dalej są różne ptaszyska i dwa pytony (malezyjski brązowy i tajlandzki albinos). Te gady pracownik zoo wytaszczył na zewnątrz i można było dotknąć, a nawet założyć albinosa na szyję. Musiały być najedzone, bo kompletnie nie zwracały uwagi na naszą obecność i natarczywość (towarzysząca nam Szwajcarka pozwoliła sobie albinosa założyć w charakterze kołnierzyka....)



Potem przemieściliśmy się do Sanktuarium Słoni, po drodze wciągając porcję ryżu z kurczakiem w przydrożnej knajpce.

Słonie w tym sanktuarium są trzymane w dwóch celach - po pierwsze zdarza się wykorzystywanie słoni do różnych prac w dżungli, a po drugie, młode sierotki się wychowuje i wypuszcza na wolność. Organizacja, władająca tym sanktuarium zajmuje się również relokacją słoni, to znaczy przenoszeniem ich z terenów, gdzie niszczą uprawy (i w związku z tym są narażone na śmierć z rak zdesperowanych rolników) w miejsca bardziej odległe od cywilizacji. To jest całkiem niebanalne zadanie. Taki słoń nie jest mały a ciężko mu wytłumaczyć, że to dla jego dobra...


W Sanktuarium gawiedź może karmić młode słonie, popatrzeć jak dorosłe słonie się kąpie/myje w rzece oraz zobaczyć kilka sztuczek (nie cyrkowych tylko obrazujących zręczność i posiadanie rozumku). Przyjemne. I może lepiej, że więcej już ich się nie męczy...



A teraz - do dżungli!

No comments:

Post a Comment