Thursday, 7 February 2013

Targ

Na sąsiedniej ulicy we czwartki wieczorem jest targ. Zamykają kawałek ulicy i otwieraja stragany ze wszystkim - ciuchy, buty, torebki, bazarowa biżuteria, ale głównie warzywa, owoce, mięso, ryby i rozliczne rodzaje gotowego jedzenia na ciepło i na zimno. Można też zjeść na miejscu.

Zdumiewające są wrażenia ze stoisk z rybami i mięsem. Rybki wszelkiej maści, duże, małe całe i pokrojone, a także żywe w wielkich michach. Muszę się nauczyc je nazywać, niestety nie ma etykietek :-) I nawet zapach jest przyzwoity, wszystko wydaje sie być świeże i smakowite. Mięsko halal, czyli świnek nie ma, ale reszta jest i to w pełnej rozciagłości (z głową i ogonem). Można sobie zażyczyć prawdopodobnie dowolnego rozbioru/pokrojenia, pofiletowania. A ceny dość przyjazne, nawet bez negocjacji. Szczerze mówiąc, wydawało mi się że w takich warunkach nie można nic kupować, ale zmieniłam zdanie, bo po pierwsze nie śmierdzi, po drugie nie ma ani jednej muchy, po trzecie wygląda super. No i nie planuję ani tatarka ani sushi.


4 comments:

  1. no wierzę Ci na razie na słowo, bo miałam takie samo zdania (i mam :))jak Ty wcześniej, o możliwości kupowania przez "nieprzystosowanch" w takich miejscach

    ReplyDelete
    Replies
    1. zobaczymy za jakiś czas, ale na razie po spożyciu rzeczy kupionych na targu nie miłam dodatkowych wrażeń poza smakowymi...

      Delete
  2. Tak się właśnie wczoraj przy smażeniu schabowego zastanawiałam, co Ty tam jadasz:) Czy są tam jakieś takie nasze swojskie produkty? Czy przerzucasz się na ich sposób jedzenia?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Oj, to muzę chyba osobny post wstawić bo mi się komentarz nie zmieścił...

      Delete