Zwykły Malaj jada na śniadanie, obiad i kolację ryż albo makaron z sosem, mięsem i duszonymi warzywami. Trochę mi trudno to zaakceptować i chyba nie przejmę tych zwyczajów.
Jadam na śniadanko raczej swojsko, podstawa to płatki albo jajka, bo wędlina i sery są niezmiernie kosztowne a w ilościach dla jednej osoby trudne do niezmarnowania, występują więc w moim jadłospisie tylko czasami. Na szczęście jest mleko (importowane z Australii). Trzeba uważać, bo raz niechcący kupiłam niskowapniowe i nisko tłuszczowe - było wstrętne (na usprawiedliwienie tylko dodam, że etykieta była wyłącznie po malajsku). Teraz już wiem. Wytropiłam pieczywo inne niż tostowe, które da sie zjeść - kupuje całą bagietkę (która konsystencją i smakiem przypomina raczej naszą bułkę paryską, tylko ktoś ją pracowicie wydłużył), kroję na 4-5 kawałków i myk do zamrażalnika. Po wyjęciu w ok 15 minut jest znowu gotowa do spożycia.
Lunch, albo nasz swojski obiadek, jadam w pracy, w jednej z tysiąca knajpek w moim ulubionym centrum handlowym, przyklejonym do mojego biura. No i oczywiście jest to ryż lub makaron na sucho lub w zupie, z mięsem i warzywami, często jeszcze z jajem na twardo lub sadzonym. Zaczynam juz opanowywać podstawowe nazwy, więc bywa, że wiem co zamawiam.
Kolacja zwykle w domu. Z początku czułam się w obowiązku wykorzystywać maszynę do gotowania ryżu. Ale ze względu na ilości pochłanianego żarcia muszę zaprzestać i przejść na sałaty. Zieleniny jest tu pod dostatkiem, więc dam radę. Dziś już nawet wypełniłam lodówkę trzema rodzajami sałaty, i inną zieleniną. Na parę dni wystarczy.
Muszę się pilnować, bo oni tutaj produkują ogromne ilości różnych gotowych produktów (świeżych), typu pierożki z francuskiego ciasta z nadzieniem z kurczaka curry, albo jakieś takie panierowane cudeńka na patyczkach (rodzaj szaszłyka, ale smażone w oleju), co sie go macza w różnych fajnych sosikach... i zostaje w biodrach.
A, jeśli chodzi o słodycze to raczej porażka w porównaniu z naszymi. Ale niektóre da sie zjeść.
no tak, a jak chcieć np. tylko ryż i warzywa (bez mięsa) albo tylko mięso i warzywa (bez ryżu i makaronu), to patrzą jak na wariata czy da się? Ja to mam pytania, co? :)
ReplyDeleteNa szczęście wszystko się da, jak już sie człowiek nauczy porozumiewać. Bo to niby po angielsku gadaja, ale niektóre rzeczy sa tak kulturowo obce, że tylko na migi daje się ogarnąć. Najlepiej trafiać do miejsca gdzie sama sobie nakładasz, albo pokazujesz paluchem garnek z którego ma nakładać. Bo tak bez orientu, to zawsze masz przydziałowy ryż/makaron. A i tak patrzą, bo jesteś inna.
Delete