Praktycznie, pogoda się tu nie zmienia (albo raczej zmienia się nieznacznie). Dni są w większości pochmurne z przejaśnieniami albo słoneczne z przelotnym zachmurzeniem (tak chyba formalnie prezenterzy pogody wyrażają się w telewizji). A znaczy to, że nie ma lampy bez przerwy, a nawet często jest więcej chmur niż słońca. I to jest raczej dobra wiadomość, bo jak już świeci to jest BARDZO ciepło.
W połowie marca wreszcie kupiłam termometr. Powiesiłam na ścianie i czasem patrzyłam co mówi. Po kilku dniach stwierdziłam, że pewnie jest zepsuty, bo cały czas pokazywał 30-31 stopni. A dziś rano wstaję i czuję ..... zimno!!!! Patrze na mój termometr i widzę 28. Wcześniej nie przyszło mi do głowy, że 2 stopnie to taka różnica, a jednak! Dzięki temu droga do roboty była jakby krótsza.
Deszcz pada tu prawie codziennie. I to jest solidny deszcz, ale trwa nie dłużej niż godzinkę. Wszystko potem wysycha w kolejna godzinkę, temperatura raczej nie spada zauważalnie, tylko wilgotność powietrza rośnie. Zwykle taki deszcz jest związany z burzą, Grzmi i błyska całkiem spektakularnie. Ale rzadko sie zdarza taka burza więcej niż raz dziennie.
Jedna taka wczoraj się rozszalała, że pioruny waliły prosto w mój dom... I lało, że hej. Chyba nawet dłużej niż godzine. Dziś w gazecie wyczytałam, że zalało KL, to znaczy niektóre ulice były tak zalane, że nie można było przejechać samochodem (na zdjęciach rzeczywiście nieźle to wyglądało). Na szczęście poza kilkoma padłymi drzewami, i gigantycznymi korkami w mieście przez cały wczorajszy wieczór, żadnych strat. W sumie dobrze, że to jest takie szczęśliwe miejsce na ziemi bez trzęsień, powodzi, suszy, huraganów....
No comments:
Post a Comment