Tuesday, 2 April 2013

Obce ciało 3 - Terima Kasih

Salamalejkum 3, Drodzy Przyjaciele!


Pora wracać... Za dobę wyruszam na lotnisko, a w czwartek rano będę już znowu w Bolandzie.

Od bardzo dawna (nigdy?) nie wracałem z zagranicy do domu z tak ambiwalentnymi uczuciami. Ale... gdzie właściwie teraz jest MÓJ DOM? Ten drugi (pierwszy?), tu, w Kej-eLu, okazał się być pod wieloma względami fajniejszy od tego na Kępie. I nawet nie chodzi o takie oczywistości, jak to, że tu jest Ewa, a nie ma śniegu. Jedyne, czego tak naprawdę brakuje, i nijak nie da się tego zastąpić, to... Was. Człowiek jest zwierzęciem stadnym, potrzeba wymiany emocji w grupie bliskich mu ludzi idzie zaraz za tymi podstawowymi.

O przeróżnych przewagach Malezji nad Polską już kilka razy pisałem, a Ewa niestrudzenie czyni to na blogu: www.year-in-malaysia.blogspot.com. Będziecie chcieli, to dopoopowiadamy. Ale raz jeszcze serdecznie Was wszystkich zapraszamy, żebyście zobaczyli to sami. Naprawdę warto! Nie tylko po to, żeby się egzotycznie wygrzać, zresetować i pomieszkać w sensownie zorganizowanym, a przy tym sympatycznym, mieście i kraju. Także dlatego, żeby zobaczyć i ew. zrozumieć, dlaczego XXI wiek będzie należał do Azji, a nasze dzieci i wnuki będą pewnie chciały tu żyć i pracować...

Pamiętajcie zatem, proszę, że nieskończenie tani, acz luksuśny Hostel u Wolfkowej (Selangor; Petaling Jaya – Jl. Masjid PJU 6a, Pelengi Utama 18-C-3A) ma do ciągłej dyspozycji gości 2 pokoje z łazienkami. Booking na stronie: ewawolfke@upcpoczta.pl.

Ja, na razie, wracam. Hobbystyczne upominki, „zamówione” przez niektórych z Was – zdobyte (za wyjątkiem nalepek na banany, bo nikt tu owoców niczym nie „stempluje”). Prezenty (mamy nadzieję – oryginalne) na zbliżające się uroczystości kilkorga z Was – wymyślone (przez Ewę) i kupione (przeze mnie – !!! – a wiecie jak „lubię” chodzić po sklepach).

A zatem – terima kasih, Malaysia! Wrócę tu (nie raz) na pewno...

Pozdrówka, do zobaczenia

Heart plant animated emoticon
T

1 comment:

  1. Bardzo fajnie się czyta Twoje wpisy Tomek, widać wytrawna rękę redaktora, któremu słowo nie jest obce :)

    ReplyDelete