Salamalejkum 3, Drodzy Przyjaciele!
Pora wracać... Za dobę wyruszam na lotnisko, a w czwartek rano będę już znowu w Bolandzie.
Od
bardzo dawna (nigdy?) nie wracałem z zagranicy do domu z tak
ambiwalentnymi uczuciami. Ale... gdzie właściwie teraz jest MÓJ DOM? Ten
drugi (pierwszy?), tu, w Kej-eLu, okazał się być pod wieloma względami
fajniejszy od tego na Kępie. I nawet nie chodzi o takie oczywistości,
jak to, że tu jest Ewa, a nie ma śniegu. Jedyne, czego tak naprawdę
brakuje, i nijak nie da się tego zastąpić, to... Was. Człowiek jest
zwierzęciem stadnym, potrzeba wymiany emocji w grupie bliskich mu ludzi
idzie zaraz za tymi podstawowymi.
O
przeróżnych przewagach Malezji nad Polską już kilka razy pisałem, a Ewa
niestrudzenie czyni to na blogu: www.year-in-malaysia.blogspot.com.
Będziecie chcieli, to dopoopowiadamy. Ale raz jeszcze serdecznie Was
wszystkich zapraszamy, żebyście zobaczyli to sami. Naprawdę warto! Nie
tylko po to, żeby się egzotycznie wygrzać, zresetować i pomieszkać w
sensownie zorganizowanym, a przy tym sympatycznym, mieście i kraju.
Także dlatego, żeby zobaczyć i ew. zrozumieć, dlaczego XXI wiek będzie
należał do Azji, a nasze dzieci i wnuki będą pewnie chciały tu żyć i
pracować...
Pamiętajcie
zatem, proszę, że nieskończenie tani, acz luksuśny Hostel u Wolfkowej
(Selangor; Petaling Jaya – Jl. Masjid PJU 6a, Pelengi Utama 18-C-3A) ma
do ciągłej dyspozycji gości 2 pokoje z łazienkami. Booking na stronie:
ewawolfke@upcpoczta.pl.
Ja,
na razie, wracam. Hobbystyczne upominki, „zamówione” przez niektórych z
Was – zdobyte (za wyjątkiem nalepek na banany, bo nikt tu owoców niczym
nie „stempluje”). Prezenty (mamy nadzieję – oryginalne) na zbliżające
się uroczystości kilkorga z Was – wymyślone (przez Ewę) i kupione
(przeze mnie – !!! – a wiecie jak „lubię” chodzić po sklepach).
A zatem – terima kasih, Malaysia! Wrócę tu (nie raz) na pewno...
Pozdrówka, do zobaczenia
T
Bardzo fajnie się czyta Twoje wpisy Tomek, widać wytrawna rękę redaktora, któremu słowo nie jest obce :)
ReplyDelete