Cztery dni wolne z okazji końca Ramadanu. Co tu robić? Dziewczyny wróciły z Tajlandii pełne wrażeń. Grzech siedzieć w KL, jak dookoła tyle miejsc, które sa warte zobaczenia. Zdecydowałyśmy sie na Melakę. Z rezerwacją noclegu nie było różowo, ale się udało. Miejsca w autobusie też jeszcze się znalazły na trzy dni przed wyjazdem.
Już na dworcu autobusowym widać było, że trochę ludzi się przemieszcza. Jak dotarłyśmy do naszego pensjonatu (może raczej hosteliku?), to już było widać, że będzie baaaardzo stadnie. Tłum na ulicach w ciągu dnia dorównywał tłumowi (który uważałam za lekko uciążliwy) na nocnym targu na Jonker Street jak tam byliśmy w marcu. Jeżdzenie rowerem w związku z tym spadło z agendy natychmiast, bo nie było jak tymi rowerami lawirować. Znakomicie udała się wycieczka statkiem po rzece - na statek mieści się tyle ludzi ile jest miejsc, więc nie ma mowy o nadmiernym tłoku. Opisany w przewodniku Heritage Walk zajął nam większość dnia w sobotę, mimo że nie udało sie wejść do Baba House z powodu kolejki. Próbowałyśmy dotrzeć autobusem do Osady Porugalskiej, ale chyba nie jest ona mi pisana. Kierowca nie powiedział nam gdzie wysiąść i niespodziewanie zatoczyłyśmy autobusem koło i wróciłyśmy do centrum Melaki. Na koniec - wysłałam dziewczyny kaczką (znaczy amfibią), że by zobaczyły meczet na wyspie Melakę od strony morza.
Jonker Street Walk, tradycyjny weekendowy nocny targ, był raczej trudny do zniesienia. Tłum nie do opisania. Uciekłyśmy więc, i kolację udało sie dopiero zjeść w lokalnej knajpce koło naszego pensjonatu. Następnego wieczora nawet nie próbowałyśmy tam pójść.
Podsumowanie jest dość krótkie - nie należy zwiedzać takiego miasta w czasie najwiekszego święta w kraju. A nasza ulubiona kawiarnia pozostaje ulubioną kawiarnią.
kilka fot
No comments:
Post a Comment