Monday, 17 March 2014

Rainforest in the rain




Przez ostatnie dwa tygodnie walczyliśmy ze smogiem. To znaczy tak na prawdę nie wiem czy ktokolwiek walczył, ale obserwowalismy stan skażenia powietrza z niepokojem. Znowy płonęły lasy na Sumatrze, a tym razem również tu, w Malezji. We czwartek było nawet na czerwono (znaczy niebezpieczne dla zdrowia). Ale na szczęście w piątek zaczęło sie poprawiać a w sobotę już "znormalniało", więc wyprawa do wodospadu na Apek Hill w Cheras Awati nie została w końcu odwołana.

Wodospad w Cheras Awati to kawałek dżungli w granicach Kuala Lumpur. Jak przyjechaliśmy tam ok 8 rano, stało mnóstwo samochodów i mnóstwo ludzi już.... schodziło na dół. A my - do góry. Planowana wyprawa - ok 1,5 godziny w jedną stronę, relaks w wodospadzie i powrót - też ok 1,5 h. Czyli ok. 12 powinniśmy być z powrotem w cywilizacji.

Z każdym krokiem wgłąb lasu (dżungli?) dołączły do nas kolejne krople deszczu. Po kilku minutach było ich już całkiem sporo. Towarzyszyły nam przez całą drogę do wodospadu, więc nie musieliśmy się już w nim moczyć, zwłaszcza, że moczyło sie w  nim całe stado innych wędrowców. Deszcz zostawił nas dopiero pod koniec drogi powrrotnej. W związku z tym nie ma prawie zdjęć - wszystko było mokre, a mój aparat niestety nie jest wodoszczelny. Może coś nadejdzie od jednego w uczestników wycieczki - on miał tego nowego smartfona sony, co to go reklamują jako wodoszczelny. Taki deszcz w tropikach to nawet niezła rzecz - było dzięki temu chłodno, i człowiek był mokry od deszczu a nie od potu. A w tej temperaturze, to mokry t-shirt jest nawet przyjemny.

Na koniec - nagroda - lunch w kapitalnej knajpie chińskiej. Taaaka ryba!

zdjęcia

No comments:

Post a Comment