Na wschodzie półwyspu, nad Morzem Południowochińskim, leżą trzy stolice stanów: Kuantan, Kuala Terengganu i Kota Bahru. W Kuantan tylko przesiadałyśmy się do innego autobusu, więc ciężko się wypowiadać na jego temat (poza tym, że korzystałyśmy z toalety na stadionie - i takiego stadionu parę polskich klubów mogłoby Kuantanowi pozazdrościć. No i ma bieżnię lekkoatletyczną!
W Kuala Terengganu nocowałyśmy, żeby rano odpłynąć na Redang. Miasto malutkie (w każdym razie jego centrum), wszystkie uliczki krzywe, więc udało sie nam zgubić najpierw wieczorem, a potem rano w dniu powrotu z wyspy. Uroczyście obiecuję, że prowadzić wycieczkę będę tylko w sytuacji gdy wycieczka bedzie dwuosobowa z Basiorem jako jej drugim uczestnikiem.
 |
| Główna ulica dzielnicy chińskiej w Kuala Terengganu |
 |
| Wschód słońca nad morzem |
 |
| Kasia próbuje się zorientować, gdzie jesteśmy |
 |
| Clock Tower |
Kota Bahru to był ostatni etap naszej wycieczki w nieznane. Nieznajomość miasta oraz niedokładność mapy spowodowała, że zamiast wysiąść w centrum, dałyśmy się wywieźć na koniec świata, skąd nie było żadnych autobusów do centrum, ani do lotniska, ani też nie było przechowalni bagażu. Wzięłyśmy więc taksówkę do dworca autobusowego w centrum. Było około 14. Tam porzuciłysmy bagaże w przechowalni (czynnej do 18) i poszłyśmy zwiedzać. Okazało się, że te trzy godziny z haczykiem to zdecydowanie za dużo na to miasto, zwłaszcza że centrum/muzeum rzemiosła ludowego było zamknięte, upał był zacny a i knajpy przygotowywały się raczej na wieczorne wielkie żarcie ramadanowe a nie na posiady w środku dnia.
No comments:
Post a Comment