Święto plus rozpoczynające się dwutygodniowe ferie szkolne spowodowały, że na wyspę przyjechały tłumy turystów. Ze stałego lądu dojeżdza się tam promem. Prom nie zabiera samochodów (ewentualnie motor, skuter lub rower pojedzie). Na miejscu mozna wypożyczyć samochód, skuter, motorower czy rower. Jest tego mnóstwo. Jeżdzą też mikrobusy (różowe), które wożą turystów wszędzie, gdzie trzeba. Wydaje mi się, że dla białego człowieka cena jest 10 RM niezależnie od odległości.
W piątek, jak tylko ogarnęłam się po przyjeździe, wzięłam ten rower i pojechałam drogą dookoła wyspy. Dobrze, że mapy tutaj nie miewają poziomic, bo pewnie bym się przestraszyła. Ale dałam radę, z rowerem czasami pod pachą (przerzutki to nie jest sprawa utrzymywana w bezwzględnej sprawności w tutejszych wypożyczalniach), z językiem do pasa. Za to jazda w dół! Żeby nie te tysiące skuterów to byłoby na prawdę super.
| Tu pochłaniam kraba |
| A tu właściciel knajpy z krabem karmi dzioborożca arbuzem (dwa przyleciały tylko sie w kadrze nie zmieściły) |
To jest miejsce, które można odwiedzić jak sie ma czas. Mnóstwo fajnych chwil - dzioborożce, małpy kradnące jedzenie plażowiczom, kraby pustelniki w tysiącach sztuk na plaży, rowerkiem po górkach, chińska światynia z Kaczorem Donaldem i syreną.... Ale na pewno są lepsze. Jedno mi się rzuciło w oczy - oni niedługo zgina we własnych śmieciach. Produkują tego niezmierzone ilości, no i wszędzie chodzą z żarciem kupionym na ulicy i zapakowanym w jednorazowe pojemniki lub foliowe torebki.
Przed wyjazdem kupiłam liczi. Na zdjęciu dość atrakcyjna forma porcjowania
Zdjęcia: https://plus.google.com/u/0/photos/108668600531371879611/albums/5882668942266703281?authkey=CNOm9vGIqNTnigE
No comments:
Post a Comment